Wyjść poza schemat



Niewysoki, szczupły, w charakterystycznych okularkach, nosi old schoolowe adidasy, dżinsy i koszulkę. Jan Jelinek. Przyleciał w styczniu do Krakowa, aby zagrać w nowym klubie - "Krowoderska 52". Tłumnie zgromadzonej publiczności zaprezentował półtoragodzinną porcję nowoczesnej muzyki tanecznej, odwołującej się w klimacie i brzmieniu do własnych nagrań realizowanych pod szyldem Farben. Był potężny bas, kliki, funkowe i soulowe sample, przestrzenne dźwięki, trochę szumów i zgrzytów. Szkoda, że tak krótko. Prywatnie okazał się bardzo sympatycznym i zupełnie pozbawionym gwiazdorskiego pozerstwa człowiekiem. Oto rozmowa, którą udało nam się z nim przeprowadzić.

- Zacząłeś tworzyć po przeprowadzce z rodzinnego Darmstadt do Berlina: czy to atmosfera tego miasta zainspirowała Cię do produkowania elektroniki?

- Wiem, że istnieje opinia, iż stolica Niemiec ma swoje charakterystyczne brzmienie, ale ja w to nie wierzę. W Berlinie działa tak wielu muzyków, że trudno mówić o jednym stylu, typowym dla tej całej społeczności. Oczywiście trudno zaprzeczyć, że otoczenie w jakim artysta tworzy ma wpływ na jego dzieło, niemniej jednak dziś, w dobie Internetu i rzeczywistości wirtualnej, w każdej chwili możemy znaleźć się w innym miejscu świata i chłonąć jego atmosferę. A do Berlina przeprowadziłem się po to, aby kontynuować studia - socjologię i filozofię.

- Powszechnie uważa się, że Twoje single firmowane nazwą Farben zrealizowane pod koniec lat 90. dla wytwórni Klang Elektronik zapoczątkowały nurt click house - czujesz się "wynalazcą" tego gatunku?

- Hmmm... Prawdę powiedziawszy nie bardzo orientuję się czym jest click house. W ostatnich latach namnożyło się tak wiele różnych etykiet nowych stylów, że trudno się w nich zorientować. Gdy nagrywałem płyty Farben inspirował mnie przede wszystkim deep house. Nie chciałem jednak kopiować nagrań amerykańskich czy angielskich mistrzów gatunku, ale wykorzystać wymyśloną przez nich formułę do wypracowania nowej estetyki. W efekcie uzyskałem klikające dźwięki o niskim brzmieniu, które stały się znakiem rozpoznawczym tych produkcji. Tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie kilku innych artystów wpadło na ten sam pomysł - w ten sposób narodził się nowy nurt w elektronice.

- Twój debiutancki album zrealizowany jako Gramm dla Source Records wymykał się wszelkim klasyfikacjom...

- Cały materiał na tę płytę zrealizowałem na jednym samplerze. Czasem ograniczenia techniczne sprawiają, że trzeba wyjść poza utarte schematy i wysilić własną wyobraźnię. Tak też się stało i w tym przypadku. Skoncentrowanie na jednym instrumencie sprawiło, że wydobywając z niego maksimum możliwości, osiągnąłem oryginalne i z niczym nie porównywalne brzmienie.

- Na krążku "Loop-Jazz-Finding-Records" wydanym przez Scape, bawiłeś się mikroskopijnymi samplami...

- Autorzy większości wczesnych nagrań hip hopowych korzystali z krótkich fragmentów muzycznych, wycinanych z klasycznych nagrań jazzowych. Używając kilkusekundowych sampli pomijali oni takie elementy tego gatunku, jak improwizacja czy rytm, skupiając się na samym brzmieniu. Materiał opublikowany przez Scape był wyrazem mojej fascynacji tą ideą. Redukując sample do minimum udało mi się wydobyć esencję jazzowego brzmienia.

- Na koncertowej płycie nagranej z japońską formacją Computer Soup grasz rozimprowizowany jazz - czy sądzisz, że elektronika jest przyszłością tego gatunku?

- Zdecydowanie nie: jazzowy kanon został wypracowany ponad 30 lat temu, a współcześni muzycy tylko dokonuję jego ponownej definicji. Ta muzyka już się nie rozwija, ale jest jedynie reprodukowana. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma w niej nic interesującego. Taki los spotyka wszystkie nurty: jazz, pop, rock, a teraz techno...

- Zamierzasz nadal współpracować z Computer Soup?

- Od czasu naszego spotkania uwiecznionego na płycie wydanej przez Audiosphere, jesteśmy w stałym kontakcie. Wymieniamy drogą elektroniczną pliki dźwiękowe, ale jak na razie nie udało nam się zrobić nic interesującego - dopóki efekty tej kolaboracji nas rozczarowują, nie zamierzamy ich publikować. O wiele ciekawsze rezultaty osiągnąłem we współpracy z mało znanym jazzowym trio, które poznałem w Melbourne podczas występów w Australii. Mam nadzieję, że nasze nagrania pojawią się niebawem na płycie - na razie jednak nie wiem kto ją wyda.

- Właśnie ukazał się Twój nowy album dla Scape - "La Nouvelle Pouvrete". Zrywasz z charakterystyczym dla siebie konceptualizmem...

- Jestem rozczarowany rozwojem elektroniki: większość nowych produkcji jest zbyt jednorodna i monotonna. Dlatego postanowiłem zrezygnować z ogólnej koncepcji porządkującej całość materiału i zrealizowałem różnorodną płytę. Znajdują się na niej utwory, z których każdy oparty jest na innym pomyśle. Choć jest to pomysł zaczerpnięty z estetyki muzyki pop, nagrania na krążku to nadal minimalistyczna elektronika.

- W kilku utworach odwołujesz się do formuły piosenki...

- Tak, na płycie pojawia się mój głos - trudno to jednak nazwać wokalizami, ponieważ są to sample, a nie tradycyjny śpiew. Potraktowałem ludzki głos jako kolejny instrument. Teksty, które napisałem do każdego z wokalnych utworów odwołują się na zasadzie asocjacji do konkretnych piosenek z repertuaru Throbbing Gristle, Sun Ra, Stevie Wondera i Bryana Ferry. Ciekawe, kto ze słuchających rozpozna oryginały?

- W porównaniu do "Jazz-Loop-Finding-Records" zmieniło się Twoje podejście do sampli - tym razem zostały one jakby "odkodowane"...

- To prawda: w przeciwieństwie do moich poprzednich produkcji, w samplach znajdujących się na "La Nouvelle Pouvrete" można rozpoznać brzmienia konkretnych instrumentów. Tym razem sięgnąłem po dźwięki, których nigdy wcześniej nie wykorzystywałem - ich źródłem były przede wszystkim nagrania folkowe.

- Zauważyłem, że grasz z wtyczkami w uszach - skąd ta troska o słuch?

- Od około roku cierpię na nieuleczalne schorzenie polegające na tym, że nieustannie słyszę w uszach cichy szum. To coś takiego, jak po wyjściu z czadowego koncertu - z tym, że ja mam to cały czas. A przy głośniejszych dźwiękach, po prostu odczuwam ból. Dlatego muszę nosić zatyczki podczas występów. Z tego co wiem, ponad piętnaście procent artystów sceny elektronicznej ma podobny problem. To choroba zawodowa.

Rozmawiał Paweł Gzyl


 

RECENZJE

+ Sedaye Marg - Frashogard / Coup d'Etat Communications
+ Coloma - Finery / Ware 2003
+ Fischerspooner - L.A. Song/Sweetness; Emerge - Remixes; Miss Kittin & The Hacker - Stock Exchange; Crossover - The Journey To Grob / International Deejays Gigolos Records 2003
+ Blare For A - 18,51 / Blareforall #1
+ Rocket In Dub - If Music Could Talk / Italic 2003
+ Tobias Schmidt - Hoorey For Everything / Disko B 2003
+ Amir Baghiri - Yalda / Vivo 2003
+ Veer - Lideskape / Source 2003
+ Iven Schmidt - [track:array] / Ware 2003
+ Sylvie Marks & Hal 9000 - Bad Woman Meets Zen On The Street; Ben Klock - Tag Der Arbeit; Moderat - Auf Kosten Der Gesundheit / BPitch Control 2003
+ Radian - Rec.Extern / Thrill Jockey 2002
+ Benjamin Wild - Wie Es Sein Wollte / Source Records 2003
+ Tangerine Dream - Mota Atma / TDP 001
+ Moan - Between / Associated / Afe Records
+ System - System / Scape 2002
+ Elliott Sharp/Carbon, Amusia, 1993 / Atavistic
+ Elliott Sharp - Sferics, 1996 / Atonal
+ Dopplereffekt - Linear Accelerator / Gigolo 2003
+ Markus Guentner - Audio Island / Ware 2003
+ Muslimgauze - Arabbox, 2003 / Soleilmoon
+ Mr. Kemi & Amox - Me So Horny! / Lasergun 2003, 12' winyl
+ Mathias Schaffhauser - Re: Selected Remixes Vol. 1 / Multicolor Recordings
+ Seed - 2 / Opus
+ Zenial - Reworked / Vivo 2003
+ Tape 10 / Ware 2003
+ Rorschach Live in Italy 6/18/92 / Gern Blandsten Records 2001
+ Savas Pascalidis - Galactic Gigolo / International Deejays Gigolos 2003
+ Sleep Well Chapter II / Requiem Records
+ Ellen Allien - Berlinette / BPitch Control 2003
+ Staedtizism 4 / Scape 2003
+ Napalmed/Merzbow Crash of the Titans / Merciless Core 2001
+ Jan Jelinek Avec The Exposures - La Nouvelle Pauvrete / Scape 2003
+ Electronicat - 21st Century Toy / Disko B 2003
+ C.H.District vs Duuster - Chemical Elements 1.0 / M-Tronic
+ Steve Coleman and Five Elements - Resistance Is Futile. Live at Le Jam Club Montpellier, France; On The Rising Of The 64 Paths

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Karpaty Magiczne
+ Jan Jelinek