Karpaty Magiczne (Anna Nacher & Marek Styczyński)
pyta JL
www.karpatymagiczne.vivo.pl



Projekt Karpaty Magiczne ma już 5 lat, czy z tej perspektywy widać inaczej niż w 1998 roku?

Tak, bo bardzo intensywnie pracowaliśmy i otworzyły się nowe obszary muzyczne i nowe możliwości działania. Nie, bo tak, jak na początku wiemy, że w Polsce możemy liczyć na siebie i zaledwie kilka osób, którym chce się coś robić porządnie. Postawiliśmy na rzetelnie wydawane płyty i na muzyczne projekty autorskie realizowane z różnymi muzykami. Właśnie czekamy na dziesiątą płytę autorską i kolejną (a jest ich już kilkanaście) płytę z naszym udziałem, która wyjdzie w USA. Współpracujemy z kilkoma osobami stale a kilkoro innych pojawiło się na naszych płytach okazjonalnie. Gramy też tylko we dwójkę i sprawia nam to wiele satysfakcji. Pięć lat temu borykaliśmy się sami z dystrybucją płyt, a dziś powoli ujawniają się inne możliwości. Wyjaśnia się też wreszcie u nas nieporozumienie na temat tzw. małych dystrybucji. Nieporozumienie polegało na tym, że dotąd mała dystrybucja oznaczało, że to amatorska dystrybucja bez poczucia odpowiedzialności i jakichkolwiek możliwości. To się na szczęście już skończyło (przynajmniej dla nas), ale zaczyna się nowe nieporozumienie dotyczące świadomego wprowadzania ludzi w błąd. Molochy tworzą tzw. małą dystrybucję lub wydawnictwo i poprzez własne gazety i inne media kreują ich niezależny wizerunek. Cóż dzisiaj nie jest "underground"...

Określenie - projekt - w Waszej nazwie zawsze budził kontrowersje, czy książka Ucho Jaka jest dopełnieniem muzycznych poczynań?

Książka "Ucho Jaka - muzyczne podróże od Katmandu do Santa Fe" była przygotowywana od dawna, skończyliśmy ją pod koniec ubiegłego roku i pracujemy nad następnymi. Można uznać, że to co zawarliśmy w książce jest jakimś dopowiedzeniem historii opowiadanych na płytach. W Polsce obserwujemy dewaluację wartości płyty, która już niewielu ludziom kojarzy się z artystycznym działaniem. Sam wiesz, że płytę można traktować podobnie jak książkę, obraz, fotografię lub instalację. Zalew błahej muzyki i łatwość wyprodukowania własnego CD-R u powoduje, że płyty nie zawsze są brane poważnie. Istnieje sporo ciekawej elektroniki (cieszą zwłaszcza sukcesy polskich "elektroników", o których coraz częściej słyszy się również poza Polską) - nas najbardziej interesują ostatnio rzeczy z okolic filozofii słuchania/rejestrowania, czyli field recordings oraz ekstremalne brzmienia w sensie np. ciężkich drone'ów (mieliśmy ostatnio okazję uczestniczyć w koncercie/performace Phila Niblocka w niewielkiej galerii zlokalizowanej w starej synagodze w okolicach Bratysławy i było to naprawdę niezwykłe przeżycie), ale również np. poezja dźwiękowa i to, co wydaje Sub Rosa (zwłaszcza, ze wyszła tam kolejna płyta Angusa MacLise'a, chyba najlepsza z dotychczasowych). Powiem jednak rzecz niewygodną: jest też strefa cienia w postaci ukrytych interesów firm produkujących oprogramowanie, nagrywarki i cały ten sprzęt, które sponsorują festiwale muzyki "laptopowej" i nawet jeżeli wcale nie cieszą się one wielkim zainteresowaniem, to i tak wielkie plakaty wiszą w mieście jeszcze długo potem... W ogóle przenikanie się nowych mediów i sztuki aż prosi się o głębszą analizę krytyczną. Może zajmiemy się tym na emeryturze (zwłaszcza, że Anna w ramach pracy nad doktoratem zajmuje się też teorią mediów).

Ostatnio przydarzyły mi się dwie ciekawe obserwacje. Jedna z nich dotyczy kilkustronicowej reklamy niezwykle progresywnego środowiska (to już chyba jasne, że warszawskiego) w jednym z tygodników. Piękne fotografie, zwierzenia, fragmenty zapisów internetowych, artyzm i luz oraz wątek romantyczny i muzyczny, ale najważniejszy jest manifest. Manifest tego środowiska mówi, że kończą z kartką papieru... Aby to obwieścić światu potrzebne było kilkadziesiąt tysięcy kartek papieru a wschodząca gwiazda nadchodzącej rewolucji wirtualnej jest znana z książki i poręczenia literata. Ja też jestem fanem "Matrixa", ale to nie znaczy, że we wszystko uwierzyłem... Druga obserwacja to reakcja na naszą książkę doskonałego realizatora dźwięku pracującego w zawodowym studiu nagrań. Powiedział coś takiego: "o, prawdziwa książka, to dobrze, bo wiecie, płyty nagrywa już prawie każdy, ale książkę to jeszcze sztuka napisać". Z drugiej jednak strony hiperteksty kryją naprawdę ciekawe możliwości, ale to nie jest po prostu książka przeniesiona w Internet, podobnie, jak witryna czasopisma nie jest po prostu mutacją papierowego wydania, co również umyka wielu naiwnym piewcom nowego świata, a już na pewno baśniowym opowieściom w wielkonakładowej prasie. Te nowe media są fascynujące, ale myślę, że to, co najciekawsze będzie działo się - jak zwykle - poza rozdętymi kampaniami reklamowymi i wąskim kręgiem kolejnych proroków.

Czy to znaczy, że raczej będziecie pisali książki niż nagrywali płyty?

Niekoniecznie, staramy się być wierni koncepcji wyboru drogi środkowej i unikania skrajności.
Płyta "Water Dreams" zawiera fotografie Zygmunta Stenwaka i jest pewną opowieścią, "Euscorpius carpathicus" pokazuje fenomenalne rzeźby Krystyny Andrzejewskiej-Marek, ale najbliżej jest płyta, na którą jeszcze musimy poczekać tydzień. Jest to pięknie ilustrowana płyta z naszą muzyką i głosami morświnów, orki i delfinów. Płycie towarzyszy opis tych zwierząt i informacja na temat ASCOBANS czyli porozumienia dotyczącego ochrony małych wielorybów Morza Północnego i Bałtyku. Nad płytą pracowaliśmy kilka miesięcy, nagrywaliśmy sample w Szwecji, Niemczech i Polsce oraz zapoznaliśmy się z zasobami podwodnych nagrań zwierząt morskich z niemal całego świata. Płyta nie jest przeznaczona do normalnego obiegu handlowego. To płyta i skondensowana opowieść jednocześnie łącząca naszą wizję muzyki z konkretną wiedzą i dość wyrafinowaną techniką nagrań. Ale nad nowymi książkami także pracujemy.

Porozmawiajmy o koncertach, należycie do muzyków dużo koncertujących i chyba to lubicie?

Dużo czy mało to dla nas rzecz drugorzędna. Od początku zaistnienia Projektu postawiliśmy sobie kilka przemyślanych ograniczeń. Po pierwsze, koncerty to inny żywioł niż praca w studiu i muszą być różnorodne, interesujące dla nas. Dlatego też w jednym miesiącu gramy kilka różnych koncertów. Przykładem może być nasz koncertowy maj. Graliśmy koncert w klubie rockowym w Berlinie z gitarzystą grającym na mocno przetwarzanej i noise'owej gitarze elektrycznej (Maciej znany jest z naszej pierwszej plyty "ethnocore") oraz z czarnoskórym perkusistą o mocnym uderzeniu. Na drugi dzień graliśmy czysto akustyczny performace tylko we dwoje w jednej z galerii Berlina. W tym samym miesiącu graliśmy we dwójkę mocno elektroniczny koncert na dachu centrum kultury w Sztokholmie i koncert z elektrycznym basistą (Tomek Radziuk) i syntezatorem analogowym obsługiwanym przez Wojcka Czerna w Jazzgocie (jeszcze w Pałacu Kultury i Nauki). Dzięki tej strategii nie nudzimy się na koncertach i ciągle są dla nas twórczym wyzwaniem. Tak się też rodzą nasze nowe pomysły. Koncepcja spokojnego leżenia i komponowania muzyki jest dla nas całkowicie niezrozumiała.

Inne ograniczenia, o jakich wspomniałem na początku dotyczą spraw organizacyjnych i przynoszą czasem komiczne sytuacje. Ujęliśmy nasze wymagania techniczne w formie pewnego rodzaju ankiety, kolejne pytania i odpowiedzi na nie eliminują kiepskich elektryków udających wirtuozów nagłośnienia, osoby bez poczucia humoru oraz osoby nie posiadające podstawowego sprzętu. Ci, którzy pozostają, są zazwyczaj sympatyczni, z poczuciem humoru i kompetentni. I o to chodzi. W wyniku stosowania tej ankiety (to rodzaj tzw. ridera technicznego, nie było potrzeby opracowywania go w ten sposób po angielsku...) niektórzy nagłośnieniowcy się na nas obrażają, a inni chcą nas powalić znajomością teorii. Nam chodzi jednak wyłącznie o proste działanie niezbyt skomplikowanej aparatury, jakiej potrzebujemy na koncercie.
Ważną zasadą jest też, aby granie koncertu miało jasny cel: zagranie z kimś interesującym, zagranie w miejscu interesującym, zagranie dla kogoś interesującego lub zagranie za duże pieniądze. Spełnienie wszystkich tych celów jednocześnie jawi się nam w Polsce jak sen wariata.

Używacie wielu instrumentów, ostatnio nie tylko tzw. etnicznych. Co nowego w tej dziedzinie?

Kochamy piękne i intrygująco brzmiące instrumenty tradycyjne i jednocześnie pociągają nas nowe możliwości brzmieniowe i wygoda stosowania niektórych instrumentów elektronicznych czy może nawet bardziej elektroakustycznych. Tak więc przybywa nam bardzo cennych instrumentów pasterskich (nowe, mistrzowskie egzemplarze fujary pasterskiej, gajdice, koncovki itd....) oraz naszych ulubionych instrumentów ze Wschodu jak np. chińskie organki lu-sheng czy flet z Birmy (wymieniam te z ostatnich tygodni), ale też gramy już na koncertach na prototypowym i specjalnie dla nas wykonanym instrumencie o nazwie badoog, jaką nadaliśmy mu wspólnie z konstruktorem. Emituje on kilka rodzajów dźwięków od imitujących głosy delfinów do bardzo nisko brzmiących drone'ów, które niestety bardzo trudno uzyskać na konwencjonalnym lub za słabym nagłośnieniu. Używamy też kombinacji różnych urządzeń elektronicznych, co daje charakterystyczne dla nas brzmienie. Anna pracuje nad nową gitarą stworzoną do współpracy z bardziej zaawansowaną elektroniką. Praca nad instrumentarium i ciągłe eksperymentowanie z brzmieniem pozwala nam dzisiaj zagrać koncert w sali klasztornej o niezwykłej akustyce (mieliśmy muzyczny performance w czynnym maryjnym klasztorze w Niemczech podczas zorganizowanej tam (!) konferencji dotyczącej jogi i duchowości kobiet) i w specyficznie brzmiącej studni podwórza Zamku Ujazdowskiego. Wydawałoby się, że to służy szerszym zmianom, wzajemnemu zainteresowaniu różnych zespołów i organizacji ekscytujących wydarzeń muzycznych w Polsce. Niestety, po pięciu latach pracy nad płytami, koncertów, pisania popularyzatorskich tekstów skierowanych do tzw. środowiska folkowego, niewiele się tu zmienia. Ludziom wystarcza, że identyfikują się z tym środowiskiem i za nic w świecie nie dopuszczają innych opcji. Nie chodzi mi o to, że wszystkim się musi podobać to, co proponujemy, ale chociażby o to, że kiedy jest możliwość nauczenia się kilku podstawowych rzeczy dotyczących fujary pasterskiej na miejscu, to nikt się tym nie interesuje, a potem (niestety) niektórzy nagrywają jakiś bełkot tylko po to, aby zaliczyć w swoim instrumentarium fujarę. Jedna z czołowych grup tego środowiska stojąc pod drzwiami sali gdzie kończyliśmy koncert zabawiała się niewybrednymi żartami na temat naszej muzyki, bo czekali już na koncert huculskiej kapeli rodzinnej czyli wg nich nieskażonej krynicy prawdziwej muzyki etno... Pomijając formy grzecznościowe, to dla nas smutne było samo patrzenie na tych biednych ludzi, którzy nie bardzo wiedzieli, gdzie się znajdują dając wzorcowy koncert wg radzieckiej szkoły folklorystycznej.
Jak widzisz ,w naszym kraju nic nie jest proste, są rzeczy wieczne jak Lenin i można się tylko domyślać jak zszarpane nerwy miał tak naprawdę Janko Muzykant...

Gdzie będzie można Was w najbliższym czasie posłuchać 'na żywo'?

Za dwa tygodnie w Norwegii i Danii, zaraz potem w Berlinie i na Słowacji (gdzie gramy sporo). W Polsce zaplanowane są koncerty w Parku Etnograficznym w Nowym Sączu - (...!) to niezwykle rzadki przypadek grać w Nowym Sączu, z wyłączeniem Galerii Stary Dom oczywiście), Krakowie, Warszawie, Gdańsku i Poznaniu. Trochę skomplikowały nam plany problemy wizowe - w związku z tym trasa amerykańska będzie musiała zostać przełożona na wiosnę, ale obiecaliśmy sobie, że i tak jesienią znikniemy na dłużej.
Raz w miesiącu wysyłamy chętnym nasz internetowy informator i staramy się podawać tam, gdzie gramy, co robimy, czego słuchamy i co czytamy.

Chcę jeszcze na chwilę wrócić do książki "Ucho Jaka", czy ten rodzaj przewodnika i jednocześnie opisu Waszych podróży będzie w przyszłości kontynuowany?

Nie będzie "Ucha Jaka II", ale będą opisy naszych podroży, będą też przewodniki bardziej uniwersalne. Każdy sam musi szukać dróg. "Ucho..." zostało dobrze przyjęte, ale tak naprawdę to nie jest miła książeczka o ciekawych podróżach i ten, kto zechce znajdzie tam o wiele więcej. Dochodzą nas sygnały, że są ludzie, którzy odkrywają te mniej popularne, bo trochę trudniejsze wątki książki. Niestety, mimo ciężkiej pracy, poważnych przedsięwzięć i sporej ilości oryginalnych informacji jakie udało nam się zawrzeć w książce obawiam się, że nie zostanie zauważona w szerszym obiegu. Dla nas ważne jest, że jest w księgarniach i każdy może po nią sięgnąć.

Sakramentalne pytanie: jakie macie plany na przyszłość?

Podstawowa sprawa, to aby się nam "chciało chcieć". Constantin Noica, rumuński filozof, o którym pisze Gabriel Liiceanu w znakomitym "Dzienniku z Paltinisu", powiedział kiedyś, że są trzy rodzaje koni: pociągowe, cyrkowe i wyścigowe. 99 procent ludzi odpowiada koniom pociągowym. Z pozostałej reszty niektórzy stają się końmi cyrkowymi. Noicę (i nas) interesuje wyłącznie kategoria koni wyścigowych. W tym celu wyruszamy na rowerowe wyprawy myśliwsko-zbierackie takie jak ta ostatnia wzdłuż Dunaju od Bratysławy do Visegradu, podczas których dbamy o kuchnię, towarzystwo i życie erotyczne. Będziemy grali koncerty, ale chcemy popracować też nad trochę innymi formami prezentowania muzyki. Będziemy szukali pewnych rzeczy w Rumunii, ale też w Skandynawii. Przygotowuje się ciekawa płyta w USA, ale to inna historia. Zmieniamy kilka rzeczy w naszej działalności galeryjnej (Galeria Stary Dom w Nowym Sączu) co będzie wymagało sporej pracy, czasu i pieniędzy. Potrzebujemy rzetelnych współpracowników do realizacji dużych projektów i zmiany stylu pracy wobec nadchodzących zmian. Te zmiany będą w Polsce wyraźne. Wszyscy będą musieli się zastanowić, czy mamy pozostać tylko doskonałym rynkiem dla muzyków z tzw. Zachodu, którzy dodatkowo są pod doskonałą osłoną socjalną w swoich krajach, czy może jednak zacząć coś robić naprawdę z tym, co już wypracowaliśmy. Nasze popowe gwiazdy nie sprzedają się (poza Rosją) zbyt dobrze, a i nie są jakimiś wiarygodnymi ambasadorami polskiej kultury więc może... Doświadczenie jednak uczy, że będzie tylko więcej pracy oraz więcej współpracowników gdzieś daleko i pozostaje mieć nadzieję, że napotkamy wiele inspirujących wrażeń, dobrą kuchnię i entuzjazm publiczności. Może też w przyszłości ludzie w Polsce zaczną kupować różne płyty, aby posmakować wielu brzmień muzyki i może nie wszyscy "zrezygnują z kartki papieru" i czytania rzeczy dłuższych od sms. Czego i Tobie życzymy, dobranoc.




 

RECENZJE

+ Sedaye Marg - Frashogard / Coup d'Etat Communications
+ Coloma - Finery / Ware 2003
+ Fischerspooner - L.A. Song/Sweetness; Emerge - Remixes; Miss Kittin & The Hacker - Stock Exchange; Crossover - The Journey To Grob / International Deejays Gigolos Records 2003
+ Blare For A - 18,51 / Blareforall #1
+ Rocket In Dub - If Music Could Talk / Italic 2003
+ Tobias Schmidt - Hoorey For Everything / Disko B 2003
+ Amir Baghiri - Yalda / Vivo 2003
+ Veer - Lideskape / Source 2003
+ Iven Schmidt - [track:array] / Ware 2003
+ Sylvie Marks & Hal 9000 - Bad Woman Meets Zen On The Street; Ben Klock - Tag Der Arbeit; Moderat - Auf Kosten Der Gesundheit / BPitch Control 2003
+ Radian - Rec.Extern / Thrill Jockey 2002
+ Benjamin Wild - Wie Es Sein Wollte / Source Records 2003
+ Tangerine Dream - Mota Atma / TDP 001
+ Moan - Between / Associated / Afe Records
+ System - System / Scape 2002
+ Elliott Sharp/Carbon, Amusia, 1993 / Atavistic
+ Elliott Sharp - Sferics, 1996 / Atonal
+ Dopplereffekt - Linear Accelerator / Gigolo 2003
+ Markus Guentner - Audio Island / Ware 2003
+ Muslimgauze - Arabbox, 2003 / Soleilmoon
+ Mr. Kemi & Amox - Me So Horny! / Lasergun 2003, 12' winyl
+ Mathias Schaffhauser - Re: Selected Remixes Vol. 1 / Multicolor Recordings
+ Seed - 2 / Opus
+ Zenial - Reworked / Vivo 2003
+ Tape 10 / Ware 2003
+ Rorschach Live in Italy 6/18/92 / Gern Blandsten Records 2001
+ Savas Pascalidis - Galactic Gigolo / International Deejays Gigolos 2003
+ Sleep Well Chapter II / Requiem Records
+ Ellen Allien - Berlinette / BPitch Control 2003
+ Staedtizism 4 / Scape 2003
+ Napalmed/Merzbow Crash of the Titans / Merciless Core 2001
+ Jan Jelinek Avec The Exposures - La Nouvelle Pauvrete / Scape 2003
+ Electronicat - 21st Century Toy / Disko B 2003
+ C.H.District vs Duuster - Chemical Elements 1.0 / M-Tronic
+ Steve Coleman and Five Elements - Resistance Is Futile. Live at Le Jam Club Montpellier, France; On The Rising Of The 64 Paths

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Karpaty Magiczne
+ Jan Jelinek