Mira Calix - "Skimskitta"

Biała okładka tym razem zdobi nowe dziełko Miry. Na niej mamy dziecinny obrazek, chyba namalowany techniką komputerową, jak na Mirę przystało bardzo abstrakcyjny. Czarno -szaro - biały, dodajmy. Nie powiem wam co przedstawia, bo sam nie wiem. Na czerwono są napisane zaś tytuły utworów, też tak jak by ręką dziecka, których mamy aż 21. Bez obaw, nie będą to żadne hardcory, całość jest połączona w jedną ponad godzinną suitę, do tego równie medytacyjną co abstrakcyjną. Właściwie jak się zastanowić, to chyba mamy do czynienia po raz pierwszy z tak dadaistyczno-kolażowym wydawnictwem Warp. Dźwięki składające się na tę muzykę, są raczej zdecydowanie amuzyczne. Jakieś nagrania terenowe, przywodzące na myśl dokonania field-recordingowców, jakieś elektroakustyczne preparacje, industrialne dźwięki pochodzenia miejskiego, wręcz domowego niekiedy. Wszystko to oczywiście doprawione elektronicznym sosem, choć właściwie obecność elektroniki jest mocniej wyczuwalna tylko w basach. Pozycja raczej ambientowa, choć nie brak na niej rytmów - tylko, że właśnie nie są to żadne łatwo przyswajalne rytmy, jakie możemy usłyszeć u Aphex Twina czy Autechre (!), raczej bardzo podskórne i podane w sposób bardzo dyskretny, mające za zadanie działać na naszą podświadomość. Mimo że Mira nie odkrywa tą płytą wiele nowego w dziedzinie muzycznego eksperymentu w zakresie formalnym czy też brzmieniowym, ma ta muzyka swój indywidualny szlif. Na pewno nie jest to ambient sensu stricte, jeśli już mówić o ambiencie to porównując do dokonań arytmicznego Autechre i... fieldrecordingowego Fennesza. Zdecydowanie jest to dźwiękowy film dla uszu, na styku postindustrialu i post-techno. Szumnie to brzmi, najgorzej, że bez względu co by nie napisać, nie da się opisać tej muzyki, w sposób namacalny. Kiedy zamykamy oczy, i zatapiamy się w tej muzyce po uszy, pojawiają się nam w głowie surrealistyczne obrazy, dziwne formy, odrealniony, baśniowy, dość chory klimat. Dyskretnie od czasu do czasu przewijają się dziecinne, infantylne melodyjki, wydobywane z jakiegoś quasi fortepianu. Mira udziela się też wokalnie - coś w rodzaju gaworzenia rozmarzonego dziecka. Są też momentami quasi orkiestrowe motywy gdzieś tam daleko w tle. Szkielet tej muzyki tworzą perkusyjne dźwięki raczej nie wydobyte z żadnych normalnych instrumentów, ale - uwaga, nie służą one raczej konstruowaniu jakiegoś określonego rytmu. Mam wrażenie że Mira chciała stworzyć na nowym albumie za pomocą dźwięków świat malowany oczyma dziecięcej wyobraźni. Oczyma wyobraźni dziecka urodzonego w miejskim, stechnicyzowanym świecie. Mimo dźwięków pochodzenia na ogół industrialnego, oraz dość chłodnej odhumanizowanej elektroniki, przebija z tej muzyki kobieca, a właśnie może nawet wręcz dziecięca wrażliwość. To co różni ten album od większości nagrywanych do tej pory przez Warp, to mimo podobnych środków użytych do realizacji efektu końcowego, inne jest ich zastosowanie. Rytmy są zmutowane do tego stopnia i oparte na takich dźwiękach, że są często ledwo słyszalne i prędzej wybijają z rytmu, dźwięki perkusyjne z reguły służące ekspresyjności, są podane w wersji przetworzonej tak, że raczej wywołują odwrotny efekt, nie ma tu nic co mogłoby ułatwić odbiór, muzyka jest świadomie poszarpana, chaotyczna, choć nieprzypadkowa a od początku do końca zaplanowana. Całość brzmi bardzo zagadkowo i tajemniczo, a znajome skądinąd dźwięki (przynajmniej bardziej obeznanym) nabierają dzięki magicznemu tchnieniu Miry zupełnie nowych kształtów i wymiarów, brzmią wręcz dziwnie i obco. Trudno ten album zarekomendować komuś konkretnemu. Wielbiciele awangardowych poczynań elektroakustycznych, i ciężkiego postindustrialu raczej nie odkryją w tej muzyce wiele nowego dla siebie. Z kolei ci co szukają w muzyce mocnych akcentów, spektakularnych efektów, też będą zawiedzeni, bo muzyka ta raczej delikatna, ulotna i wielce niedopowiedziana. Raczej dla koneserów bardzo hermetycznego, ekscentrycznego, izolacjonistycznego grania. Raczej dla zaprawionych, nie bojących się trudnych wyzwań. Choć obawiam się że przejdzie zupełnie niezauważona, jak to ma miejsce do tej pory, a przecież już od pół roku do dostania. A szkoda. Osobiście uważam że jest to jedna z najtrudniejszych w odbiorze płyt z Warpa. Jednak warto wysłuchać, warto słuchać na wysokich poziomach głośności.

Sebastian


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Kapital Band 1 - 2CD
+ trio x 3 - New Jazz Meeting: Baden-Baden 2002
+ Jason Kahn - Miramar
+ Keith Rowe/Christian Fennesz - Live AA The Lu
+ Emergency! - Loveman Prays For Psychical Sing
+ Muslimgauze - Azzazin
+ Keiji Haino - Black Blues [version acoustique]
+ Gamelan Son of Lion - The Complete Gamelan in the New World
+ Tied and Tickled Trio - Observing System
+ Basic Channel - Tak To Jest Z Pewnością Basic Channel
+ Orkiestra św. Mikołaja - Jeden koncert
+ Brak, Kontrola W., Moskwa, The Corpse - Poroniona Generacja
+ Nomeansno - The People's Choice
>> Mira Calix - Skimskitta
+ Ken Vandermark's Sound In Action Trio - Design In Time / Paal Nilssen-Love and Ken Vandermark - Dual Pleasure
+ Squarepusher - Ultravisitor
+ Larvae - Fashion Victim
+ V/A Bucolique VOL01
+ Trio Resistances (Tocanne, Martin, Keller) - Global Songs
+ FLÖSSIN - Lead Singer
+ Secret Mommy - Hawaii 5.0
+ MULTIPLEX - With Hands + Feet
+ Le Charmant Rouge - Post No Bill
+ Jimi Tenor - Beyond The Stars, Kitty Yo
+ Sláinte! - Space Edition
+ Signal to Noise Ratio - demo II
+ Shire - Shire
+ Różni Wykonawcy - Rock Atak Round 1
+ Obscure - Antichristian Crusade
+ My Friends And I
+ Sweet Slave - Rotten
+ Remote Spaces - Silos
+ Sneak-Thief Vs. Polygamy Boys - Live In Berlin
+ Monosound - We
+ Beneath The Surface
+ Neo.Pop 04
+ Savas Pascalidis - Evolution
+ Pigeon Funk
+ Kompakt 100
+ Ellen Allien - My Parade
+ The Customers - Furious
+ J.Frede Vs. Scanner - Diary
+ The Go Find - Miami
+ Kiki - Run With Me

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Elektronika z innej bajki - Morr Music