Sainkho - "Naked Spirit"

Tuva. Mongolia. Tundra. Syberia. Stamtąd pochodzi Sainkho.

Urodziła się w małej wiosce, w kraju gdzie ludzie wciąż umierają na trąd i hodują wódkę na własną odpowiedzialność. Tam uczyła się tradycyjnej techniki śpiewu alikwotowego, używanej głównie przez mężczyzn. Następnie zdobyte wykształcenie muzyczne w Rosji, potem przejażdżka po Europie, i innych zakątkach świata, współpraca z wielkimi tego świata muzykami, głównie związanymi ze sceną europejskiej muzyki improwizowanej, choćby wspomnieć słynnego Petera Kowalda czy Evana Parkera, i wydawnictwa w jednej z ważniejszych dla tej sceny wytwórni europejskiej Leo Records. Sainkho nie poszła drogą swoich przodków, wykształciwszy specyficzną dla Niej tylko technikę śpiewu, nie jest to czysty tuviański sygyt, zaczęła tworzyć własny styl i własną muzykę. Po pierwszym przesłuchaniu "Naked Spirit" byłem nieco zaskoczony. Spodziewałem się bardziej dzikiego, surowego etnicznego radykalnego materiału, oraz usłyszeć te wyjątkowe możliwości głosu artystki, które miałem okazję słyszeć już kiedyś wcześniej na innych płytach a które potrafią zmrozić krew w żyłach. Otrzymałem zaś materiał liryczny, wyciszony, kontemplacyjny, wymuskany i dopieszczony, niczym nie szokujący na pierwszy rzut ucha. Jaka zatem jest "Naked Spirit"? na pewno to już nie jest rdzenna muzyka z Tuvy, Sainkho opowiada na niej swoją własną historię. Opowiada ją cały czas swoim głosem, ale popisy możliwości wokalnych zupełnie znikły. Jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty, zaczynamy się wgłębiać w to co jest pod spodem, mniej nas interesują zewnętrzne efekta, a bardziej to co się kryje w duszy i pod skórą. Na tej płycie Sainkho nie skupia się na efektach, a jak tytuł wskazuje na duchowej istocie materii. Im dłużej słucham, tym bardziej ta muzyka za mną chodzi. Skupione, bardzo minimalistyczne i ubogo aranżowane utwory, mają w sobie wewnętrzną magię, i wywołują tęsknotę za czymś, za czymś co przeminęło. Coś czego już nie ma ale gdzieś to przetrwało na dnie waszej duszy... duchy przodków? Szamanizm? Jeden utwór co prawda nazywa się "Siber-Shaman". Słyszałem o tej płycie wiele opinii, na przykład że jest to 'ambient', jeśli tak, to chyba dlatego że tylko w ambiencie istnieje tak sugestywnie oddziałujący na nas nastrój, i ta niesamowita atmosfera spowita aurą tajemniczości. Słyszałem też że jest to trudna muzyka w odbiorze. Absolutnie tak nie jest, płyta jest bardzo przystępna dla każdego, natomiast jedynie jest prawdą to, że raczej nie da się jej słuchać dla przyjemności, to zupełnie inny rodzaj piękna, tkwiący w smutku, mroku i nostalgii... zdecydowanie płyta jest przystępna dla europejskiego ucha, choć nie da się ukryć że jest to pozycja o alternatywnej urodzie. Mimo że większość instrumentów tu użytych jest "tamtejsza", to jeszcze raz podkreślam, że nie jest to żadna etniczna oryginalna muzyka z Tuvy, są to już tylko centralnoazjatyckie korzenie tej muzyki. Trudno to porównywać z folkowym Huun Huur Tu, czy choćby bardziej już zeuropeizowaną rockową Yat Khą. Sainkho nie wykorzystuje tu zbyt obficie alikwotów, śpiewa wieloma różnymi technikami. Mimo że na okładce jest też wymieniona inna gwiazda etnicznej muzyki Djivan Gasparian, słynny mistrz gry na duduku, nie ma on chyba żadnego wpływu na muzykę zawartą na krążku, autorką wszystkich kompozycji jest Sainkho, więc jest to płyta czysto autorska. Mimo że we wkładce wymieniane są tylko instrumenty "żywe" produkcja ta jest jednak właściwie elektroniczna, nie da się ukryć że płyta ta tak by nie mogła brzmieć gdyby nie mocna ingerencja studia w ostateczny kształt muzyki. Nie jest to płyta dla tych którzy by chcieli poznać oryginalny śpiew rodem z Tuvy, dla tych polecam chyba najbardziej którąś z płyt Huun Huur Tu, tutaj głos Sainkho potraktowała w sposób własny, daleki od tradycji, co w końcowym efekcie dodaje dziełu autentyczności, zaś całość brzmi jak by to powiedział nasz ukochany Rafałek "korzennie". Nie jest to też płyta dla tych którzy by chcieli posłuchać możliwości wokalnych artystki, głos jest tu potraktowany jako instrument ale użyty dość dyskretnie, bez specjalnego epatowania potężnymi efektami, co nie zmienia faktu że głos Sainkho na tej płycie pozostaje nadal jednym z najbardziej niesamowitych głosów żeńskich jakie możemy usłyszeć na płytach. Nie jest to muzyka dla tych którzy chcieliby poznać oryginalną muzykę z Tuvy, bo to nie jest oryginalna muzyka z Tuvy, tak jak muzyka Karpat Magicznych nie jest oryginalną muzyką z Karpat. Dla kogo zatem jest ta płyta? Być może dla tych którzy cenią sobie najbardziej nietypowe orientalne propozycje Billa Laswella oraz wytwórni Tzadik Records a zarazem są zafascynowani środkowoazjatycką, tybetańską i mongolską kulturą muzyczną - obie mają ze sobą bardzo wiele wspólnego? Album został wydany przez włoską oficynę Amiata Records w serii Secred World, która słynie z bardzo wysokiego poziomu repertuarowego (byli tam na przykład wydawani Terry Riley, Steve Reich, czy polski Atman). Aż szkoda że u nas takiej wytwórni nie ma. Podobnie wysoki poziom dotyczy realizacji technicznej nagrania, może to jeszcze nie jest Tzadik, ale przy odpowiedniej głośności na dobrym sprzęcie naprawdę ta muzyka potrafi zrobić wrażenie. Na koniec, różnie próbowano klasyfikować tę muzykę, i głowiono się nad tym do jakiej szufladki ją wrzucić, a to world music, a to ambient, ethereal. Naprawdę nie ma się nad czym głowić. To nie jest żaden z tych gatunków. To jest po prostu Sainkho Namtchylak. Mistycyzm i magia.

sebastian


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Tim Sparks - Tanz
+ Tormentor - Live in Hell
+ Ethnotrans/Czajkowska/Mazurkiewicz - Flety i Przestrzeń - koncert w Diunie 24.08.2004
+ Andy Vaz - First Aid Course
+ V.L.A.D. - Xiringuitos Perdido
+ Up-Tight - Five Psychodelic Pieces
+ Dikanda - Usztijio
+ TNMK - Pożieżi Mista Babiłon
+ Týr - How Far to Asgaard
+ Kuljit Bhamra - Burning at Melting Point
+ Taufiq - An Ode To Rhytm Taalisma
+ Folkestra - Mamikam
+ Besh o droM - Macsó hímzés
+ OMFO - Trans Balkan Express
+ Tartak - Muzycznyj list szastia
+ Taras Czubaj - Naszi Partyzany
+ Sarakina - Junctions
+ Current 93 - SixSixSix: SickSickSick
+ Billy Bang - Vietnam: the Aftermath
+ Henry Flynt - You Are My Everlovin / Celestial Power
+ Supersilent - Supersilent 5
>> Sainkho - Naked Spirit
+ Przestrzeń Umysłu
+ Mikael Stavostrand - Lite
+ Springintgut - Posten 90
+ Sonic Subjunkies - Molotov Lounge
+ Sophie Rimheden - Hi-Fi
+ S.Y.P.H. - Essential Recordings 1978 - 2003
+ Markku Peltola - Buster Keatonin Ratsutilalla
+ Pitchtuner - Spiny Laurie
+ Portable - Liquid Cristal Display
+ Process
+ The Prodigy - Always Outnumbered, Never Outgunned
+ V/A - Tape/Operette (Opera Remixes)
+ Martin Siewert - No Need To Be Lonesome
+ Matmos - Met Life: Rat Relocation Project
+ Johann Johannsson - Englaborn
+ Moja Adrenalina - Nietoleruje - bije
+ Johannes Heil - The World
+ Marianengraben
+ Moonbuggy - Planet Lupo
+ Pan American - Quiet City
+ Assumed Possibilities - Still Point
+ Hiss - Zahir
+ Greg Kelley - If I Never Meet You In This Life, Let Me Feel The Lack
+ Scott Fields Ensemble - From The Diary Of Dog Drexel
+ Burkhard Beins/Dirk Marwedel/Michael Vorfeld - Misiiki
+ David Maranha - Noe's Lullaby
+ dB - Peron
+ D_rradio - U_nderscore
+ Folie - Misspass
+ Further Details - Remote People
+ Futurism Ain't Shit To Me
+ Brian Harden - Instinctive State Of...
+ Hatebreed - The Rise of Brutality
+ Taku Sugimoto/Anette Krebs - Eine gitarre ist eine gitarre ist keine gitarre ist eine gitarre
+ Alessandro Bosetti - Zona
+ Manuel Mota - Leopardo
+ Antigama - Discomfort
+ Audio Active - Return of the red I
+ Andreas Berthling - Tiny Little Ones (Like Handful Of Salt)
+ Biosphere - Autour de la Lune
+ Claudia Bonarelli - Everything Happens Only A Certain Number Of Things
+ Burst - Prey Of Life

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Vandermark x 4