Tim Sparks - "Tanz"

Tim Sparks to dość znana postać na scenie nowojorskiej, ogólnie można by rzec amerykańskiej, kojarzonej przede wszystkim z szeroko rozumianym jazzem i może trochę bluesem. W skrócie można powiedzieć - zawód: improwizator. I to raczej właśnie tej jazzowej proweniencji. Przede wszystkim dał się poznać jako muzyk sesyjny, w różnych projektach. Tzw. sideman. Ale nagrał też pare płyt pod własnym nazwiskiem. Tylko, czy to już automatycznie oznacza że można go równie dobrze nazywać: kompozytor? No właśnie, oto jest pytanie. Pytanie nie takie proste, i na które recenzowany album nie daje odpowiedzi...Tytuł może wprowadzić w błąd. "Tanz" to nic innego jak taniec tyle że w języku yiddish. Dla tych co bezbłędnie rozszyfrowali znaczenie tytułu po wysłuchaniu płytki może być małe zaskoczenie. Na calutkiej płycie żywszych utworów przypominających sefardyjskie pląsy czy klezmerskie uniesienie, praktycznie nie ma w ogóle. Za to mamy bardzo relaksową, spokojną, milutką dla ucha muzyczkę, tyle że bardzo wręcz bym powiedział niemrawą. Bynajmniej to nie musi być zarzut, tylko uwaga odnośnie tytułu. Płyta nie może być niestety traktowana jako kompozycje Sparksa. Są to aranżacje tradycyjnych tematów, oczywiście jak się zapewne domyślacie, żydowskich, z tym, że część jest yiddish czystej wody, a reszta to utwory judeo-cośtamdalej, czyli konkretniej, mamy jeden judeokurdyjski, judeoazerbejdżański, jeden bałkańskosefardysjki, 4 utwory autorstwa kompozytora i klarnecisty Naftule Brandweina, i dla odmiany jeszcze jeden tradycyjny utwór czysto rumuński. Utwory nie są zbyt długie, płytka zresztą też nie za bardzo. W projekcie biorą poza Sparksem udział jeszcze dwaj weterani z Masady, czyli Greg Cohen na basie, i Ciro Baptista na perkusji. A trzeba Wam wiedzieć że Tim to gitarzysta. Mamy więc nic innego jak wręcz tradycyjne trio jazzowe z gitarą w roli głównej, wykonujące "standardy" w formie tradycyjnych tematów żydowskich. Czy coś nam to przypomina? Ano oczywiście że tak, ale przestrzegam przed zbyt łatwymi skojarzeniami. Masada jest formacją łączącą współczesną kompozycję, jazz i improwizację z żydowską tradycją muzyczną i nie tylko żydowską. Płyta Sparksa, jest tylko prywatną interpretacją standardów - znanych tradycyjnych tematów żydowskich. Mimo że wszystko to wyśmienici muzycy, sekcja rytmiczna jaką sobie można tylko wymarzyć, nie jest to to samo co Masada. Moim zdaniem Sparks na tej płycie nie zdołał udowodnić że jest utalentowanym kompozytorem, ani aranżerem. Nie do końca też słychać tutaj jakoby miał być jakimś wybitnym gitarzystą, ale może akurat ten materiał na to nie pozwala, i nie po to powstał żeby uwypuklać możliwości instrumentalne autora. Czy to oznacza że płyta jest zła? Absolutnie tego nie powiedziałem, jest przede wszystkim bardzo przyjemna, i mocno relaksująca. Zagrana i wykonana na bardzo wysokim poziomie, o realizacji tzadikowskiej nie trzeba wspominać - to wzór dla innych wytwórni. Ta płyta jest podobno dokumentem pierwszej wspólnej sesji tych trzech muzyków w takiej konfiguracji. Być może jest to jedna z przyczyn, tego że mimo że wszystko zagrane jest świetnie, nie przekonuje aż tak jak wykonania Masady, już bez różnicy które wykonania weźmiemy za porównania. Płyta brzmi jak dla mnie zbyt jednostajnie i jednolicie, brakuje jakiegoś ożywienia, wszystko też jest wykonane owszem, perfekcyjnie, ale jednak bez tego żaru i polotu. Czegoś ewidentnie mi tu brakuje i czuć jakiś niedosyt. Dla kogo jest ta płytka. Myślę, że przede wszystkim tych, którzy raczej do tej pory omijali Tzadik z daleka. Interpretacje brzmią ultra mega przystępnie, trafią do ucha absolutnie każdemu, a ich tonacja zbliżona jest bardziej, choć może zabrzmi to karkołomnie, do muzyki Methenego czy Frisella, niż Ribota czy Fritha. Może to wynika z dość częstych bluesowych odniesień i smaczków. Myślę że ci co cenią sobie sesje Methenego z Hadenem, czy te bardziej bluesowe czyli bliższe dzisiejszym czasom projekty Billa Frisella mogą być najbardziej zadowoleni. Niestety nie jest to awangarda. Ja nie za bardzo lubię muzykę która bezpośrednio odwołuje się do stworzonych wcześniej dzieł, do tradycji. Tak mi się osobiście wydaje, że można o niektórych interpretacjach mówić iż są to "awangardowe interpretacje", np. min. w przypadku dalekiego odejścia od pierwowzoru. Ale nawet jeśli, to nie w tym przypadku. Dla zagorzałych wyznawców Masady i Johna Zorna, myślę że jest to płytka którą można sobie spokojnie darować.

Chyba nikt nie ma na tyle pieniędzy i czasu, żeby kupować i słuchać wszystkie pozycje z Tzadika. Płytka nie jest zła, jest dobra, ale najmniej ciekawa jaką słyszałem do tej pory z wytwórni Johna Zorna. A od tej zawsze oczekuję najwięcej ;)

sebastian


<<< poprzednia recenzja  
 

RECENZJE

>> Tim Sparks - Tanz
+ Tormentor - Live in Hell
+ Ethnotrans/Czajkowska/Mazurkiewicz - Flety i Przestrzeń - koncert w Diunie 24.08.2004
+ Andy Vaz - First Aid Course
+ V.L.A.D. - Xiringuitos Perdido
+ Up-Tight - Five Psychodelic Pieces
+ Dikanda - Usztijio
+ TNMK - Pożieżi Mista Babiłon
+ Týr - How Far to Asgaard
+ Kuljit Bhamra - Burning at Melting Point
+ Taufiq - An Ode To Rhytm Taalisma
+ Folkestra - Mamikam
+ Besh o droM - Macsó hímzés
+ OMFO - Trans Balkan Express
+ Tartak - Muzycznyj list szastia
+ Taras Czubaj - Naszi Partyzany
+ Sarakina - Junctions
+ Current 93 - SixSixSix: SickSickSick
+ Billy Bang - Vietnam: the Aftermath
+ Henry Flynt - You Are My Everlovin / Celestial Power
+ Supersilent - Supersilent 5
+ Sainkho - Naked Spirit
+ Przestrzeń Umysłu
+ Mikael Stavostrand - Lite
+ Springintgut - Posten 90
+ Sonic Subjunkies - Molotov Lounge
+ Sophie Rimheden - Hi-Fi
+ S.Y.P.H. - Essential Recordings 1978 - 2003
+ Markku Peltola - Buster Keatonin Ratsutilalla
+ Pitchtuner - Spiny Laurie
+ Portable - Liquid Cristal Display
+ Process
+ The Prodigy - Always Outnumbered, Never Outgunned
+ V/A - Tape/Operette (Opera Remixes)
+ Martin Siewert - No Need To Be Lonesome
+ Matmos - Met Life: Rat Relocation Project
+ Johann Johannsson - Englaborn
+ Moja Adrenalina - Nietoleruje - bije
+ Johannes Heil - The World
+ Marianengraben
+ Moonbuggy - Planet Lupo
+ Pan American - Quiet City
+ Assumed Possibilities - Still Point
+ Hiss - Zahir
+ Greg Kelley - If I Never Meet You In This Life, Let Me Feel The Lack
+ Scott Fields Ensemble - From The Diary Of Dog Drexel
+ Burkhard Beins/Dirk Marwedel/Michael Vorfeld - Misiiki
+ David Maranha - Noe's Lullaby
+ dB - Peron
+ D_rradio - U_nderscore
+ Folie - Misspass
+ Further Details - Remote People
+ Futurism Ain't Shit To Me
+ Brian Harden - Instinctive State Of...
+ Hatebreed - The Rise of Brutality
+ Taku Sugimoto/Anette Krebs - Eine gitarre ist eine gitarre ist keine gitarre ist eine gitarre
+ Alessandro Bosetti - Zona
+ Manuel Mota - Leopardo
+ Antigama - Discomfort
+ Audio Active - Return of the red I
+ Andreas Berthling - Tiny Little Ones (Like Handful Of Salt)
+ Biosphere - Autour de la Lune
+ Claudia Bonarelli - Everything Happens Only A Certain Number Of Things
+ Burst - Prey Of Life

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Vandermark x 4