Jono El Grande - "Fevergreens", Rune Grammofon

Charakterystyczne brzmienie dziesięcioosobowej The Jono El Grande Orchestra zdecydowanie zdaje się być nie na czasie. I to co najmniej od paru dziesiątków lat. Cóż, nawet te nieliczne próby jego podrasowania za pomocą elektroniki na niewiele się zdają. Co prawda wibrafony, ksylofony i dzwonki, dzięki zastępom naśladowców Tortoise, nie odeszły do lamusa, ale niewielu zapewne przyszłoby do głowy, by pożenić je z rozbudowaną sekcją instrumentów dętych, w której prym wiedzie saksofon sopranowy oraz z koktajlowo jazzującą sekcją. Do tego wszystkiego raźno, aczkolwiek tylko okazjonalnie, dołączają akustyczna i elektryczna gitara, syntezatory, dzwonki, harfa oraz instrumenty perkusyjne o wyraźnie latynoskiej proweniencji. Całość jest tak anachroniczna, a przy tym bezpretensjonalna, że niewielu chyba zdoła się jej oprzeć. Trzy kwadranse lekko schizofrenicznego easy listening, które zafundował słuchaczom El Grande mija błyskawicznie pozostawiając ich nieco skonfundowanych. Jakże trudno tę muzykę zaszufladkować, bo przecież miejscami jest zbyt mroczna, by być tylko pastiszem, to znów staje się zbyt beztroska, by brać ją na serio. I do tego wszystkiego te zmiany nastroju. Wśród czternastu nagrań jest miejsce na reminiscencje Zappowskiego jazzrocka z epoki "Grand Wazoo", niby-cyrkowe marsze, latynoskie rytmy, avant pop, temat sprawiający wrażenie wykradzionego z teki Lalo Schiffrina, wyimaginowany folk utrzymany w duchu starego dobrego RiO oraz ociekającą lukrem exoticę. Dziwne jak te i inne, niewymienione przeze mnie, elementy, które zdają się nie pasować do siebie, udatnie składają się na "Fevergreens". Zapewne stało się tak, ponieważ nagrania zostały na płycie bardzo przemyślnie poukładane, zaś intrygująco zaaranżowane utwory, dzięki temu, że tylko połowa z nich trwa dłużej niż trzy minuty błyskawicznie przemijają pozostawiając miłe wrażenia. Więc nawet nieco banalne kompozycje oraz oczywistość niektórych rozwiązań zostają wybaczone. Zresztą dziecięca naiwność i nieodparty urok tej muzyki sprawiają, że na nieliczne niedociągnięcia można przymknąć oko.

Cóż, na koniec zostaje przyznać, że po raz kolejny wytwórnia Rune Grammofon nie popełniła błędu, a Jon Andreas Hatun, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Jono El Grande, wydaje się być muzykiem, na którego dalsze poczynania należy zwrócić uwagę.

TK


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Helvetikone 12'' / Bogger 12''
+ Jude - Combat Exhaustion
+ Peter Brötzmann Chicago Tentet - Signs
>> Jono El Grande - Fevergreens
+ ZeTor - Follow Me
+ Namlook - VII - Subharmonic Interference
+ Subgenius - Orange
+ Speicher 2
+ State River Widening - Cottonhead
+ Styrofoam - Nothing's Lost
+ Le Tigre - This Island
+ Toog - Lou Etendue
+ Triola - Im Funftonraum
+ Languis - The Four Walls
+ Marz - Wir Sind Hier
+ Mysterymen - Everything But An Answer
+ Noel - Wrong Places
+ Poto And Cabengo
+ Silicon Soul - Who Needs Sleep Tonight - Remixes
+ Ana Da Silva - The Lighthouse
+ Electronicat - Dans Le Bois
+ Frivolous - Somewhere In The Suburbs
+ German Broadcasters - Activate
+ Everything Is Green
+ I'm Not A Gun - Our Lives On Wednesdays
+ Illectric - Paranoia
+ Benjamin Brunn - Koenig Und Drache
+ Calamalka - Shredders Dub
+ Camping - Suburban Shore
+ David Carretta - Kill Your Radio
+ The Dirty Criminals - Organized Confuzion
+ Dat Politics - Go Pets Go
+ Ken Vandermark / Brian Dibblee - Duets
+ Spring Heel Jack - Live
+ Fifth Sun Sout El Leil
+ Światogor Pan Połaci Ziem pomorskich
+ Vader The Beast
+ Krzysia Górniak Ultra
+ Iwan Kupała Łućszije Piesni 96-03
+ Catherine Irwin - Cut yourself a switch
+ Amir Baghiri - Ghazal
+ Ghost - Hypnotic Underworld
+ Gong - Acid Motherhood
+ Evan Parker / Barry Guy / Lawrence Casserley - Dividuality
+ Edward Ka-Spel - Lyvv China Doll
+ David Parsons - Shaman