Desiderii Marginis / Moan / Artefactum - "Lost Signals From Unknown Horizons", (Beast of Prey 2004)

Tak, wiem, ta płytka ukazała się jakiś czas temu, ale nie lubię pisania o "gorących" jeszcze płytach. Po dłuższym czasie obcowania z płytami wiele pierwszych sądów ulega przewartościowaniu: zachwyty blakną, wady i niedociągnięcia przestają przeszkadzać, rzeczy niby-wspaniałe lądują gdzieś daleko na półce i kurzą się, natomiast płyty pozornie niezbyt efektowne nie ruszają się z mojego odtwarzacza. Co prawda trudno w warunkach obecnego natłoku różnych wydawnictw muzycznych zdobyć się na taki dystans i złapanie tchu (bo już czeka w kolejce do przesłuchania następnych 20 płyt), ale chwała temu, komu się to udaje.

Ale do rzeczy. Złapawszy za nogi jedną z takich chwil wyciszenia i zwolnienia wróciłem do tego "potrójnego splitu" i spieszę donieść o moich wrażeniach. Samo wydanie płyty - opakowanie w formie starego listu zalakowanego pieczęcią (nie wspominając o takich drobiazgach jak utrzymany w stylistyce znaczek pocztowy i miejsce na adres), to pewny medal olimpijski i jedyny kłopot polega na tym, że nie wiadomo jak tą płytę trzymać - zapakowaną, czy też rozłożoną, bo każdy element to osobne dziełko (moim faworytem jest sam CD - współgranie koloru płyty i nadruku na niej... palce a raczej oczy lizać;) ).

Podobno miałem też wspomnieć o muzyce...
Na płytce 3 wykonawców, z których każdy prezentuje 3 utwory. Na początek DESIDERII MARGINIS, który podobną jakąś gwiazdą jest, ale na podstawie tych utworów to ja nie wiem, z czego to wynika. Jedynym wytłumaczeniem byłby fakt, że źle się czuł, jak wybierał utwory na tą płytę albo chciał gdzieś upchnąć jakieś swoje starocie. Utwory są dość oczywiste tak koncepcyjnie, jak i brzmieniowo i każdy wywołuje natychmiastowe skojarzenia "...to brzmi jak...". No ale podobno "lubimy tylko to, co już znamy" jak rzekł wieszcz;), więc może ta rozpoznawalność motywów i brzmień powoduje, że DESIDERII MARGINIS zdołał zainteresować swoją muzyką wiele osób. "Animation" jest chyba najjaśniejszym punktem pierwszej części płyty. Przebojowy, rytmiczny. Oczywiście wszystko zasnute obowiązkowym mrokiem, bity rzężą, ale atmosfera utworu gęstnieje o niebo lepiej niż w pozozstałych 2 utworach. Przestaje nawet przeszkadzać wtórność tej muzyki. "Muffled" brzmi jak soundtrack do jakiegoś horroru o diabłach, czarownicach, tajnych organizacjach, ale raczej do takiego hollywoodzkiego, bo słuchany sam najzwyczajniej nuży i nawet śmieszy "podniosłą" atmosferą wykreowaną przez... brzmienia przywodzące na myśl grobowo zawodzących w olbrzymiej katedrze mnichów. Cóż za brzmieniowa ekstrawagancja... "Forlorn" zaś gdybym usłyszał wyrwany z kontekstu płyty, wziąłbym za zaginiony utwór z sesji do "Sleep with The Fishes" PIETERA NOOTENA i MICHAEL'A BROOK'A. Jest co prawda nieco mroczniejszy, ale złożyłbym to na karb ponurego dnia, którego był nagrywany. Generalnie poza pierwszym utworem to rozczarowanie.

Za drugą część płyty odpowiada MOAN i nie ukrywam, że jest to część płyty i najważniejsza, i najlepsza, i najciekawsza. Ostatnie wydawnictwa Rafała dowodzą, że nie jest to chwilowa zwyżka formy, ale wynik ciągłego rozwoju i jak tak dalej pójdzie, to aż strach się bać, czym nas jeszcze znokautuje. MOAN już od dłuższego czasu porzucił wytarte ścieżki dark ambientu, by ciągnąć swój wózek w bardziej indywidualne obszary. Od biedy zgadza się na określanie swojej muzyki jako "industrial ambient", no ale jak każda definicja, tak i ta zawęża dość znacznie obszar Jego zainteresowań. Rafał w coraz większym stopniu opiera Swoją muzykę na field recordingu, nie traktuje go jednak z wielką atencją, tylko przetwarza i modyfikuje tak, aby przystosować do Swojej wizji. Całość uzupełniają dość oszczędne partie instrumentalne i przestrzeń, która w nagraniach MOAN'a stanowi pełnoprawny składnik muzyki. Niewielu znam muzyków, którzy dorównują MOAN'owi w kreowaniu przestrzeni w swojej muzyce, przestrzeni, w której rozgrywa się tysiące zdarzeń z taką logiką, jakby to były ich jedyne możliwe kombinacje. Dodając do tego swoiście romantyczne potraktowanie elementów stricte industrialnych i instrumentalne partie rozgrywające się gdzieś w tle, raczej podkreślające i konkretyzujące klimat, wydobywające na wierzch coś, co jest "poza" uzyskamy mieszankę wybuchową. "...avant / aube..." stanowi przygrywkę do najdłuższego na tej płycie utworu "...fantasmagorie...". Obydwa utwory to wspaniałe rozegranie melancholii opuszczonych fabryk. Przestrzeń w tych utworach wciąga słuchacza, oplata światem dźwięków i podsuwa ulotne wspomnienia, które zaraz blakną i pozostawiają nas bez nadziei na uchwycenie czegoś tak ulotnego. Jakkolwiek brzmi to "trochę" patetycznie, to w muzyce MOAN'a nie znajdzie się tanich chwytów i pretensjonalnych rozwiązań. Te dwa utwory wystarczyłyby, żeby być zadowolonym z kupna tej płytki, ale na dokładkę dostajemy jeszcze "...absorbe..." i tu już mamy do czynienia z absolutnym mistrzostwem świata. Nie wiem, czy Rafał przywiązuje dużą wagę to tego utworu, ale udało Mu się tu osiągnąć coś, co udaje się nielicznym, a i to rzadko. Wyrywa słuchacza z materialnej przestrzeni, zrywa zasłonę rzeczywistości, oferując mu tchnienie Nieznanego. Podczas słuchania "...absorbe..." czuję się tak, jakbym zobaczył przechodzacego obok anioła, poczuł, co on czuje i spojrzał poprzez materię. Czuję wręcz fizyczny ból, gdy utwór się kończy. Doskonałość i oświecenie w jednym. MOAN w wysokiej formie, a jest to tylko przygrywka do Jego nowej płyty p.t. "Endemia".

Ostatnia część płyty należy do ARTEFACTUM i tu trudną rolę ma ostatni artysta (a raczej artystka), chcąc zainteresować słuchacza po secie MOAN'a. Z tych trzech grup ARTEFACTUM najbliżej chyba do dark ambientu. Zaczyna się od "Drifting Through Corridor of the Stars", najlepszego chyba z utworów ARTEFACTUM. Przedzieramy się przez międzygwiezdną pustkę, atmosfera ma ciężar skalnych bloków dryfujących w kosmosie i jedyne, czego brakuje, to jakiegoś zaskoczenia, przykucia uwagi, tego czegoś osobnego dla ARTEFACTUM. "Astrofobia (From Tethys To Rhea)" kontynuuje miedzygwiezdną podróż w stylu zbliżonym do poprzednika. Ta muzyka znakomicie sprawdziłaby się jako soundtrack do jakiegoś ciekawszego filmu sf, ale na szczęście sama też się broni i potrafi opowiedzieć historię zasygnalizowaną w tytule. Niestety ostatni utwór w tym zestawie ("Pulsar") wybija nas z tego nastroju. Po stylowym początku pojawia się bit z zupełnie innej "bajki" rozbijając nastrój i wprawiając w stan zdziwienia. Lubię niespodzianki w muzyce, ale nie w tym rodzaju. Marszowy "twardy" rytm nie wzbogaca utworu, ale go rozbija, a melodyka klawiszowych wstawek każe myśleć, czy aby ARTEFACTUM nie nasłuchało się DEPECHE MODE. Brrr... Pominąwszy ostatni utwór jest nieźle, a gdy artysta jeszcze popracuje nad swoimi utworami, pomyśli i znajdzie swoją ścieżkę, może być ciekawie.

Dla wszystkich, którzy przysnęli w trakcie lektury, a także dla tych, co czytają tylko końcówki recenzji, żeby zobaczyć, czy płyta jest warta słuchania, krótkie resume: MOAN koniecznie, ARTEFACTUM można posłuchać (poza ostatnim utworem), a DESIDERII MARGINIS można sobie odpuścić.

Maciek Szymczuk


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Tony Scott - Music for Zen Meditation / Music for Yoga Meditation
+ Acid Mothers Temple & Melting Paraiso UFO/ Escapade - A Thousand Shades of Grey
+ Toho Sara - Hourouurin
+ Oz Fritz - All Around The World
+ Fourcolor - Air Curtain
+ I treni inerti - Ura
>> Desiderii Marginis / MOoan / Artefactum - Lost Signals From Unknown Horizons
+ Moan - Endemia
+ Genetic Transmission / Moan - Collaboration 1
+ Hermh - Before the Eden - Awaiting the Fire
+ Closterkeller - Reghina
+ Sieg Uber Die Sonne - +1
+ Mount Sims - No Yellow Lines
+ Slam - Year Zero
+ Special Music For Special People
+ Du Bist Die Stadt
+ Steinbruechel - Skizzen
+ Sten - Leaving The Frantic
+ John Tejada - Logic Memory Center
+ Telemen - God Is A Computer
+ Takeshi Wada - Meguro
+ Der Zyklus - Biometry
+ McEnroe - Five Years In The Factory
+ Misc. - Crunch Time
+ Monobox - Molecule - Remixes
+ Kim Peers - Tell Me More
+ Phonique - Identification
+ RadiQ - Graffiti & Rude Boy 67
+ Reverbaphon - Our Hearts Beat With Joy (The Curved World Outside)
+ Senor Coconut - Fiesta Songs
+ Thomas Fehlmann - Lowflow
+ Gringo Grinder - Breakfast Included
+ Justice Vs. Simian - Never Be Alone
+ Kareem - Noctocromas
+ LoSoul - Getting Even
+ Sylvie Marks & Hal 9000 - Krazeee
+ Michael Mayer - Touch
+ Boys Noize - The Bomb
+ Steve Bug - Bugology
+ But Then Again
+ Chicks On Speed & The No Heads - Press The Space Bar
+ Def Harmonic - Embrace
+ Jake Fairley - Touch Not The Cat
+ Ada - Blondie

- - - - - - - - -

+ John Butcher - 13 Friendly Numbers; John Butcher & Gino Robair - New Oakland Burr; ohn Butcher / Toshimaru Nakamura - Cavern With Nightlife
+ Taylor Deupree - January
+ Sheriff - Sheriff
+ Shank - Do
+ Various Artists - Carl Douglas - Kung Fu Fighting
+ Cecil Taylor Quintet - Incarnation
+ Elliott Sharp / Melvin Gibbs / Lance Carter - Raw Meet
+ Larry Ochs / Joan Jeanrenaud / Miya Masaoka - Fly Fly Fly
+ JIM BLACK - AlasNoAxis - Habyor
+ El-P - High Water
+ Robert Wyatt - Solar Flares Burn For You
+ Peter Brotzmann / Joe McPhee / Kent Kessler / Michael Zerang - Tales Out of Time; Peter Brotzmann - 14 Love Poems plus 10 more

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Music Genera
+ Tune in, Turn on, Free Tibet, albo "duchowa" muzyka świata - Ghost
+ Machines doesen't make decisions - Heinrich Mueller - wywiad