Future Sound of London - "The Isness"

Pierwsza płyta od sześciu lat. Panowie Cobain i Dougans wystawili swoich wielbicieli na wielką probę. I kto z tej próby wyszedł zwycięsko? Na pewno ja.
Znacie tę historię kiedy John Lennon i jego banda uciekli z Europy do Indii po nagraniu Yellow Submarine? Po powrocie z tej podróży wydali wiekopomne dzielo - dwupłytowy White Album do dziś uważany za wybitny przykład talentu Liverpoolczyków.
Wszystko zmienili - brzmienie, image, teksty, filozofię. Na lepsze czy na gorsze, nie mnie to oceniać. Na dzień dzisiejszy The Beatles rządzą niepodzielnie w moim domu i w pracy wprawiając w zdumienie przyjaciół przywykłych do Swans, Legendary Pink Dots, Massive Attack i Tarwater.
Ta historyjka o The beatles nie jest tu całkiem bez sensu. Po wstępnym przesłuchaniu płyty "The Isness" , mam nieodparte wrażenie, że duet FSOL podczas tych sześciu lat milczenia zaszyl się gdzieś wśród mnichów hinduskich i wyznawcow Hare Kryszny, by oczyścić swe umysły i dusze, by w 2002 roku powrócić z TAKĄ propozycją. Mam równie˝ przeczucie, że Cobain/ Dougans chcą udowodnić tezę (którą i ja z przyjemnością rozpowszechniam), że typowa muzyka klubowo-taneczna nie przetrwa próby czasu. Panowie, którzy do niedawna głosili "We have explosives" eksperymentując z szeroko pojętą muzyką elektroniczno-klubową, teraz mamią mój umysł i moje uszy delikatną psychodelią i glam-rokiem. David Bowie spotyka Syda Barreta I idą na koncert CAN albo GONG odbywający się gdzieś w Azji. A po koncercie słuchają w skupieniu mantrujących mnichów i dźwięków sitar. Nie wiem, jak Wam to nowe oblicze FSOL odpowiada, dla mnie jest to genialny zwrot w karierze. Muszę Wam się przyznać, że bardzo mi to odpowiada. FSOL jako jedni z pionierów muzyki "tanecznej" ("Papua New Guinea"), od zawsze wiedzieli, że muszą się wyrwaç z tej pułapki. Już podczas "Lifeforms" zaprosili Roberta Frippa oraz Talvina Singha do pomocy. I sprytnie sobie wymyślili, że wpiszą FSOL do historii muzyki bardziej za pomocą albumu "The Isness" niż "ISDN". Kopiowanie mistrzów z lat 60-ch I 70-ch okazało się być genialnym rozwiązaniem w porownaniu z tworzeniem kolejnego albumu w rodzaju "Dead Cities". Muszę się znowu przyznaç do grzechu. Otóż po pólrocznym wsłuchiwaniu się w "Dead Cities" płyta trafila na półkę obok "ISDN", "Accelerator" i "Lifeforms" i się kurzyła. Kurzyły się również płyty Orb, Orbital, Fluke, Apollo 440 itp. Zdecydowanie obrałem inną scieżkę do zdobywania patentu słuchacza muzyki klubowej. Ladytron, Felix Da Housecat, Swayzak wyznaczały mi drogę. No 1.
Oczywiście Dirty Vegas. Oni nagrali na swoją debiutancką płytę utwor, w którym niespodziewanie pojawia się Pink Floyd jako żywo. Poszukajcie płyty Dirty Vegas, to usłyszycie. A duet Future Sound of London poszedł dalej w tej wycieczce w przeszłość.
Oni wyprodukowali bardzo nowoczesny album z bardzo nienowoczesną muzyką. Odkryli dla siebie i dla wąskiej grupy wielbicieli nieznane im dotąd obszary. No, bo nie oszukujmy się - mlodzieńcy uzależnieni od Xtasy oraz Red Bulla nie wiedzą nawet, że Pink Floyd i The Beatles to podstawa całej sceny muzycznej lat 80-ch I 90-ch. I na pewno nie wiedzą, że scena Rave narodzila sie w mózgach Throbbing Gristle i pochodnych - Psychic TV, Coil oraz CTI.
Tak więc FSOL z "The Isness" wpisują się złotą czcionką w scenę muzyczną dekadencji XX wieku. Polecam serdecznie wszystkim, którzy oczekują od muzyki czegoś więcej niż 150 bpm.
Ja w tej plycie słyszę i ulubionego Van Der Graff Generator, i Syda Barreta, i Air, i Legendary Pink Dots. Jeżeli Oasis mogą bezkarnie i bezczelnie kopiować Czworkę z Liverpoolu, FSOL mogł bawić sie w mnichow psychodelii nowoczesnej sceny klubowej. Jeśli Marillion był niczym więcej jak kopią Genesis to cieszmy się ,że FSOL jest lepszym odbiciem Pink Floyd, ktore na przelomie wiekow zagubiło się gdzieś w niemocy. PS> Świadomie pomijam całą historyjkę o "białym kruku" na digipaku itp. Bo uważam to za marketingow Ęciem´ - więcej szczegołów udzieli wam wydawca tejże gaz-ety.

Necromancer


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ SOFT CELL - Cruelty Without Beauty Cooking Vinyl. 2002
+ Viv Corringham & Rick Rick Wilson - Glimpses Of Recognition, 2002 Third Force, TFCD 002
+ Jagged M.D.-Metempsychosis I-IV / F4F/JMD
+ THE CIRCULAR RUINS - REALM OF POSSIBILITY, 2002 Databloem, DBCD 002
+ Ron Boots - Ghost Of a Mist, 2002 Groove Unlimted, GR 07
+ Goem - Disco / Fourth Dimension
+ Merzbow - Merzbeat / Important Records
+ Frank Van Bogaert - Human, 2002 Groove Unlimted, GR 069
+ Crawl Unit: Stop Listening - Ground Fault - CD
+ Botch - We Are the Romans, Trustkill/Relapse 2000
+ RUDY ADRIAN & RON BOOTS - Across the Silver River, 2002 Groove Unlimted, GR 072
+ Rudy Adrian - Starfields - Sequencer Sketches VOL.3, 2002 Groove
+ Motorbreath - Following The Fear/Voice From Nowhere, CD, własny sumpt, 2002/2001
+ White Birch - Star Is Just A Sun / Glitterhouse Records
+ Sicbay - Overreaction Time, 54°40' or Fight! 2003
+ Mimetic Mute - Negative
>> Future Sound of London - The Isness
+ Toshinori Kondo/Bill Laswell/Dalai Lama, Life, Space, Death, Meta Records
+ Eric La Casa: The stones of the threshold - Ground Fault - CD
+ Lume Lume - Lume Lume / Staubgold 2000
+ Seven Sages Of Mesopotamia - Tales from Black Magheddo for Wreck This Mess, Htz Records
+ Tołhaje - A w niedziela rano, CD, deBies, 2003
+ V/A - Lost For Words: a 17 track Leaf Label Sampler / Leaf 2002
+ Muslimgauze/Systemwide/Sound Secretion, Classics Selection, BSI