KOBONG - "Chmury nie było" / Offmusic CD

Tym albumem Kobong wyprzedził wszystko, czym w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych żyła polska muzyka rockowa. Nikomu do dnia dzisiejszego nie udało się stworzyć równie imponującego dzieła. Dzieła, gdyż tak tylko wypada mówić o tej płycie. Tym bardziej cieszy fakt, iż nakładem Offmusic ukazała reedycja tego wyśmienitego krążka.
Muzyka zawarta na "Chmury nie było" to rockowy melanż, zawierający w swych strukturach praktycznie każdy odcień ciężkiego grania. Perfekcjonizm w łączeniu styli wylewa się z każdego utworu. Ekspresja zaś jaką Kobong razi słuchaczy jest wręcz niemożliwa do zdefiniowana. Jej ogrom przytłacza wszystkich, których grupa zaprosiła do wspólnej podróży. Chłopcy zaczynają być wierni minimalizmowi i skupiają się bardziej na samych kompozycjach, ich strukturze, melodyce, niż ozdobnikach. Tym samym rozwijają styl wypracowany na debiucie, dodatkowo pracując nad charakterystycznym i rozpoznawalnym brzmieniem, które wspomaga mechaniczny sznyt. Szymański za bębnami wyczynia cuda i twórczo podchodzi do swego instrumentarium nadając odpowiedni rys muzyce Kobong. Kondracki zaś modeluje swój głos w sposób zupełnie nieprzewidywalny. Jest panem sytuacji. Graczem, który w rękawie ma wszystkie atuty. Wy zaś, którzy słuchacie nie jesteście w stanie w żaden sposób przewidzieć jego zagrywki. Wiecie jedynie to, iż jego głos znakomicie odda charakter każdej kompozycji. Od płynnego śpiewu po nieartykułowane wrzaski. Każda fraza ma tu swoje niezastąpione miejsce. Warto również wspomnieć o strukturach kompozycyjnych utworów. Cała czwórka pracowała nad niebanalnym obrazem każdej kompozycji. Karkołomne rozwiązania, zaskakujące słuchaczy i przeogromny potencjał emocjonalny to podstawowe atrybuty "Chmury nie było".
Dziś Kobong u wielu osób wciąż wzbudza szacunek. Jest rozpoznawalny wśród ludzi z tzw. "branży" oraz słuchaczy, którzy w 1997 roku mieli możność zaznajomienia się z tym ponadczasowym albumem. Tym samym grupa na trwałe wpisała się zaledwie dwoma krążkami w historię polskiej muzyki rockowej. Żal tylko, iż w pełni nie doceniono walorów zespołu. Kariera Kobong mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Jednak są to tylko teoretyczne dywagacje. Zostały wszakże dwa krążki, które dla ucha prawdziwych koneserów są wyśmienitym daniem.

Daniel Naborowski


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Fennesz: Endless Summer; Mum: Finally We Are No One
+ Laika - Lost In Space / Too Pure 2003
+ Lićwiny - Oj u Łużie, Łużie, Licwiny 1998
+ Sielska Kapela Weselna - Na Noge, SKW 2002
+ The Ukrainians - Respublika, Zirka Records 2002
+ Luddite Clone - The Arsonist and the Architect / Relapse Rec
+ Dikanda - Jakhana Jakhana, Dikanda 2002
+ ANKH - Expect Unexpected, MetalMind, 2003
+ Paweł Paulus Mazur syn Marii i Jana - Iperyt Disco/ Simlog CDR
+ Lambert - Pearls
+ Satellite - A Street Between Sunrise And Sunset, MetalMind, 2003
+ NASUM - Human 2.0 / Relapse Rec. CD
>> KOBONG - Chmury nie było / Offmusic CD
+ Tabla Beat Science, Live in San Francisco at Stern Grove, 2002, Palm Pictures
+ Kevin Arnold - Szlafrock Superstars / Red Elephant Records CDR
+ Merzbow - Frog+ / Misanthropic Agenda 2CD
+ Raoul Björkenheim, Apocalypso, 2001, Cuneiform
+ Micro Blue / Plop CD
+ Larsen - Rever / Young God Records
+ PainKiller, Talisman: Live in Nagoya, 2003, Tzadik
+ John Zorn - IAO / Tzadik CD
+ Current 93, The Great in the Small, 2000, Durtro