Raoul Björkenheim, Apocalypso, 2001, Cuneiform

Raoul Björkenheim jest artystą dość szczególnym, po raz pierwszy pojawił się na scenie muzyki improwizowanej przy okazji współpracy z najbardziej chyba charyzmatycznym szamanem muzycznej Europy, fińskim perkusistą i multiinstrumentalistą Edwardem Vesalą w jego słynnej grupie Sound and Fury. Następnie rozwijał koncepcje "muzyki źródeł" dowodząc własną formacją Krakatau, która zarejestrowała kilka znakomitych albumów dla wytwórni ECM. Ostatnimi czasy pojawia się zaś konsekwentnie wśród licznych, stałych współpracowników Billa Laswella, nagrywając przy okazji albumy, będące wynikiem, mniej lub bardziej egzotycznych, kooperacji, m.in. z Paulem Schütze (Site Anubis, Shiva Recoil) i Nicky Skopelitisem (Revelator). Apocalypso jest w znacznej mierze owocem konsekwentnej kontynuacji tej drogi muzycznej, którą Raoul Björkenheim obrał sobie na samym początku swego rozwoju artystycznego. Materiał zarejestrowany na tym albumie, pierwotnie napisany z myślą o grupie 42 muzyków, został ostateczny przygotowany i wyprodukowany przez samego autora, obsługującego gitary, bas, instrumenty perkusyjne i elektroniczne przetworniki oraz generatory dźwięku. Raoul eksploruje tu obszary muzyczne dość trudne do jednoznacznego określenia, rozciągają się one bowiem od "etnicznego" ambientu, poprzez dość minimalistycznie potraktowaną rockową motorykę (w której rockowy model zostaje sprowadzony do monotonnego, nad wyraz oszczędnego riffu) aż po regiony swobodnej improwizacji, wzbogaconej swobodnymi gitarowymi dronami. Pobrzmiewają tu zarówno echa (odległe jednak) ostatnich dokonań King Crimson, gitarowe dekonstrukcje utrzymane w duchu dokonań Freda Fritha i Elliotta Sharpa jak i elektroniczne preparacje o dość nieortodoksyjnym charakterze. Wszystkim tym poczynaniom towarzyszy zaś, w sposób nieuchronny, podskórna, niezwykle monotonna, hipnotyzująca, miarowa pulsacja, spajająca poszczególne muzyczne fragmenty i zaskakująca niebywałą wprost prostotą środków. Dość trudno byłoby na współczesnym rynku muzycznym odnaleźć twórcę, który z podobnym samozaparciem kroczy z dawna wytyczoną, osobną ścieżką. Przychodzą mi tu na myśl koncepcje muzyczne Davida Torna, który zdaje się być obecnie, obok Björkenheima właśnie, najbardziej bodajże niedocenianym spośród artystycznych samotników. Podsumowując, jak dla mnie, płyta godna najwyższej uwagi, choć nie sądzę, aby Raoul Björkenheim (pomimo wizyt w naszym kraju) miał stać się w Polsce "gwiazdą muzyki niezależnej". Ale widać tak być musi. Może to i lepiej.

Dariusz Brzostek


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Fennesz: Endless Summer; Mum: Finally We Are No One
+ Laika - Lost In Space / Too Pure 2003
+ Lićwiny - Oj u Łużie, Łużie, Licwiny 1998
+ Sielska Kapela Weselna - Na Noge, SKW 2002
+ The Ukrainians - Respublika, Zirka Records 2002
+ Luddite Clone - The Arsonist and the Architect / Relapse Rec
+ Dikanda - Jakhana Jakhana, Dikanda 2002
+ ANKH - Expect Unexpected, MetalMind, 2003
+ Paweł Paulus Mazur syn Marii i Jana - Iperyt Disco/ Simlog CDR
+ Lambert - Pearls
+ Satellite - A Street Between Sunrise And Sunset, MetalMind, 2003
+ NASUM - Human 2.0 / Relapse Rec. CD
+ KOBONG - Chmury nie było / Offmusic CD
+ Tabla Beat Science, Live in San Francisco at Stern Grove, 2002, Palm Pictures
+ Kevin Arnold - Szlafrock Superstars / Red Elephant Records CDR
+ Merzbow - Frog+ / Misanthropic Agenda 2CD
>> Raoul Björkenheim, Apocalypso, 2001, Cuneiform
+ Micro Blue / Plop CD
+ Larsen - Rever / Young God Records
+ PainKiller, Talisman: Live in Nagoya, 2003, Tzadik
+ John Zorn - IAO / Tzadik CD
+ Current 93, The Great in the Small, 2000, Durtro