Stęsknieni za duchowością

Rozmowa z Piotrem Banachem - gitarzystą zespołu Indios Bravos


- W zeszłym roku Twoja dawna grupa - Hey - obchodziła piętnastolecie istnienia. Czy w ciągu dziewięciu lat, od kiedy się z nią rozstałeś, nie żałowałeś nigdy swej decyzji?

- Nie - ponieważ nie podjąłem jej pod wpływem impulsu. Graliśmy ze sobą siedem lat i powoli przestawaliśmy się inspirować. Groziło nam przeistoczenie się w "zawodowców", a ja chciałem tego uniknąć. Dlatego postanowiłem zrobić sobie przerwę - przez dwa lata nie miałem do czynienia z muzyką.

- Kiedy wróciłeś na scenę z projektem Indios Bravos, wielu Twoich dawnych fanów było zaskoczonych, że skierowałeś się w stronę reggae. Jak odkryłeś tę muzykę dla siebie?

- W 1982 roku przeczytałem w gazecie artykuł o Bobie Marleyu. Zaintrygowany, odwiedziłem moją kuzynkę, której mąż-marynarz przywoził z rejsów zachodnie płyty. I znalazłem wśród nich "Exodus". Do dziś pamiętam wrażenie, jakie na mnie wywarła - nigdy nie słyszałem czegoś tak dziwnego, odmiennego, surowego. Potem, kiedy jeździłem do Jarocina, poznałem dziewczynę, która miała kasety z nagraniami polskich zespołów reggae - Izreala czy Kultury. Z czasem sam zacząłem grać taką muzykę - najpierw w zespole Kryterium, a później w Grass. Z tamtego okresu w prostej linii wyrasta to, co robię obecnie z Indios Bravos.

- Dzisiaj reggae ma nieco inne oblicze niż dwie dekady temu: muzycznie i tekstowo bliżej mu do hip hopu, skoncentrowanego na hedonistycznym przekazie.

- I dlatego na naszej najnowszej płycie - "Peace!" - nie identyfikujemy się już do końca z reggae. Ciągle słyszeliśmy zarzuty, że niby "nie czujemy" tej muzyki. A to nieprawda. Mnie zawsze interesowało reggae w swej klasycznej formie. Grali je jamajscy hipisi, którzy nazywali siebie "rockersami". Słuchali amerykańskiego radia, nasiąkali rhythm`n`bluesem, a potem wykonywali własną wersję rocka. I wychodziły im wspaniałe rzeczy.

- To dlatego na "Peace!" łączycie właśnie rocka z lat 70. z reggae z lat 70.?

- To było naturalne. Kochamy taką muzykę. Zawsze tak właśnie chciałem grać. Ta muzyka ma najważniejsze dla mnie elementy: taneczne rozbujanie, element psychodelii oraz pewną refleksyjność, powodującą, że ludzie patrzą uważniej na siebie i otaczający ich świat, przez co stają się lepsi.

- "Peace!" brzmi bardziej naturalnie niż poprzednie płyty Indios Bravos.

- Robię postępy jako realizator. Ten proces jest jednak rozłożony w czasie. Każda płyta to kolejny krok w moim rozwoju. Uczę się sam, nie pobieram żadnych lekcji. Początkowo byłem zafascynowany elektroniką, dziś - zdecydowanie mniej. To odbiło się na produkcji płyty.

- Ważnym elementem "Peace!" okazał się udział w nagraniu płyty zaproszonych gości...

- Bartek Łęczycki, który zagrał na harmonijce ustnej, wprowadził do naszej muzyki elementy rhythm`n`bluesa. Jacek Prokopowicz przywołał swymi organami echa dokonań Deep Purple i The Doors. A Andrzej Smolik dodał partią fletu wątek sielskiej psychodelii.

- Dlaczego tym razem sam napisałeś większość tekstów na płytę?

- Zawsze pomagałem naszemu wokaliście - Gutkowi - w pisaniu tekstów. Fascynują mnie dawni poeci - choćby Adam Asnyk. Ale też współcześni mistrzowie słowa śpiewanego - Agnieszka Osiecka i Wojciech Młynarski. Cenię ich za dbałość o rytm, rym, metaforę. Dlatego piszę teksty wbrew obowiązującej obecnie w polskiej muzyce modzie na śpiewanie o balangach - o ważniejszych sprawach.

- Jak publiczność waszych koncertów odebrała zmianę muzyki Indios Bravos?

- Nastąpiła wymiana widzów. Odeszli rastamani, a przyszli hipisi. Nadal mamy pełne sale, wszyscy świetnie się bawią. Ale mam wrażenie, że widzowie są bardziej świadomi. To ludzie stęsknieni za duchowością w muzyce. Chcą się bawić, ale potrafią też słuchać.

- Wasza muzyka nabiera pełniejszego wymiaru podczas występów. Nie planujecie wydania płyty koncertowej?

- Mamy taki zamiar. Na wiosnę nagramy kilka występów. Niedawno widziałem prywatną rejestrację koncertu Indios Bravos z Lublina. I przyznam, że obejrzałem go z przyjemnością. Nasza muzyka ma głęboki wymiar - jest jak mówi przysłowie "do tańca i do różańca". W nowym składzie i z nowym repertuarem jeszcze bardziej to czuć.

Rozmawiał Paweł Gzyl
Fot. z archiwum zespołu


 

RECENZJE

+ Alec Empire - The Golden Foretaste Of Heaven
+ Miss Kittin - BatBox
+ Dominique - More Love Now
+ Reverbaphon - Here Comes Everyone
+ Cheer - Static Tapes
+ Talkingmakesnosense - The Winter Drones
+ Miss Kittin - Kittin Is High EP
+ Little Wings - Magic Wand
+ Taunus - Harriet

- - - - - - - - -

+ TOMASZ KRAKOWIAK - La Ciutat Ets Tu / MIKE HANSEN - At Every Point
+ AUTISTICI - Volume Objects
+ VARIOUS ARTISTS - Dr. Boogie presents Rarities from the Bob Hite Vaults
+ BUTCHER / MULLER / VAN DER SCHYFF - Way Out Northwest
+ KK NULL - BaryoGenesis
+ BALMORHEA - Rivers Arms
+ ANGEL - Kalmukia
+ BOX - Studio 1
+ FAUST / NURSE WITH WOUND - Disconnected / FAUST - Od Serca do Duszy
+ BAGHDASSARIANS / BALTSCHUN / SCHERZBERG / THEIN - Ilinx
+ VOLCANO THE BEAR - Amidst the Noise and Twigs

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Stęsknieni za duchowością - rozmowa z Piotrem Banachem