Chico Magnetic Band "Chico Magnetic Band", No Smoke 1971

Czy psychodeliczne kopaliny z początku lat 70. dobywane coraz częściej z samego dna archiwów muzycznego undergroundu mogą nas czymś jeszcze zaskoczyć? Najoczywiściej tak! Dobitnym tego dowodem jest zupełnie nieznany - debiutancki i jedyny album francuskiej grupy Chico Magnetic Band, który przez lata uchodził za najbardziej nieuchwytną płytę w dziejach tamtejszej fonografii. Formacja, która zarejestrowała ów album w roku 1971 istniała zaledwie trzy lata i przemknęła przez francuską scenę niczym meteor, wzbudzając okazjonalne zainteresowanie fanów ekscentrycznymi zachowaniami lidera oraz niebywale dynamicznymi koncertami, w trakcie których ze szczególnym upodobaniem wykonywała hendriksowskie tematy: If 6 was 9 czy Crosstown Traffic. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że ma do czynienia z jednym z niezliczonych zespołów kopiujących patenty gwiazd rock'n'rolla. Chico Magnetic Band był w nie większym stopniu grupą naśladującą Jimi Hendrix Experience, niż byli nimi muzycy Funkadelic czy Eddy Senay, którzy również wyrastali w cieniu giganta, wypracowując jednak konsekwentnie własny, niepowtarzalny styl. Tak dzieje się i w przypadku francuskiego kolektywu, którego lider - Tunezyjczyk, Mahmoud Ayari aka Chico, był osobowością zbyt niepokorną, by pozwolić się zniewolić jakiemukolwiek autorytetowi. Stąd też CMB nieustannie balansuje na cienkiej granicy dzielącej rozmaite muzyczne stylistyki - funky, hard rocka czy nasyconą brzmieniowymi efektami psychodelię, która odciska najsilniejsze piętno na poczynaniach instrumentalistów, bez skrępowania preparujących brzmienia i z upodobaniem bawiących się możliwościami studia nagraniowego, co sytuuje ich stosunkowo blisko Funkadelic, a także nieprzebranej rzeszy zapomnianych afrykańskich artystów, zupełnie intuicyjnie odkrywających w owym czasie twórczy potencjał gitar elektrycznych i wzmacniaczy, adaptując go dla potrzeb własnej wrażliwości muzycznej. Muzyka CMB jest dzika, nieokrzesana i surowa w najlepszym tego słowa znaczeniu. I jako taka objawia także i dziś pierwotną energię rock'n'rolla - instrumentu prostej ekspresji elementarnych uczuć. Niektóre albumy nie starzeją się nawet wówczas, gdy wyraźnie słychać otchłań czasu, jaka dzieli je od współczesnego słuchacza.

Dariusz Brzostek


<<< poprzednia recenzja następna recenzja >>>
 

RECENZJE

+ Limonada - LimoNada
+ Phil Cohran & The Artistic Heritage Ensemble - On the Beach
+ Sun Ra & His Solar Arkestra - Secrets of the Sun
+ Ishikawa Akira & Count Buffalo - Uganda - Dawn of the African Rock
+ Eric La Casa/Jean-Luc Guionnet - Inscape. Lille-Flandres
+ Lionel Marchetti/Jean-Baptiste Favory - 100 000 Années
+ T. Gadomski/T. Mirt - Si Si
+ Bionulor - Bionulor
+ Pari Zangeneh - The Series of Music for Young Adults. Iranian Folk Songs
>> Chico Magnetic Band - Chico Magnetic Band
+ Stone Harbour - Emerges
+ Eduardo Mateo - Mateo Solo Bien Se Lame
+ John Foxx - The Garden- Deluxe Edition
+ Rapoon - Obscure Objects Of Desire
+ Gang Gang Dance - Saint Dymphna
+ Mr. Oizo - Lambs Anger
+ Jóhann Jóhannsson - Frodlândia
+ Red Snapper - A Pale Blue Dot
+ Squarepusher - Just A Souvenir
+ Roots Manuva - Slime & Reason
+ Red Box - The Circle & The Square
+ The Cure - Kiss Me Kiss Me Kiss Me - Deluxe Edition

- - - - - - - - -

WYWIADY / RELACJE

+ Willard? Dobry jesteś, Willard