GAZ-ETA

NEWSLETTER
Zapisz sie na nasz newsletter

SERWISY
» LINKI
» SPIREA/sub-label

WYBIERZ GATUNEK











news | trade developerium


OPIS PRODUKTU
STEALPOT  - INDIAN SALON CD STEALPOT
INDIAN SALON CD

NOŚNIK: CD
WYDAWCA: SPIREA
CENA: 0 pln - Zamów


O pierwszej płycie projektu Stealpot pisano, że jest to "nowe objawienie nu jazzu" (Newsweek), że "zdeklasował nawet najbardziej popularne osobistości nowo-brzmieniowej sceny w Polsce" ( Popupmagazine), że "od dawna nie było u nas tak interesującego debiutu" ( Polityka) i w ogóle, że  to "znakomity debiut młodego katowiczanina" ( Gazeta Wyborcza).
Szymon Folwarczny, który stoi za szyldem Stealpot, nagrał swój drugi album. Dojrzalszy, pięknie brzmiący "żywymi" instrumentami, efektowny producencko majstersztyk. Zawiera utwory z wokalami w języku polskim, chorwackim, angielskim i japońskim. Trąbka, organy Hammonda, kwartet smyczkowy, flety, gramofony, żywa perkusja, kontrabas, gitary i elektronika budują tę wyjątkową produkcję. www.myspace.com/stealpot  Zaledwie 21-letni Szymon na co dzień studiuje socjologię. Muzyką zajmuje się od kilku lat. Gra na trąbce, organach Hammonda, obsługuje elektronikę. Mimo młodego wieku był już współtwórcą projektu Drift, którego nagrania pojawiały się np. na składankach Noviki. Również jako Drift remisował płytę Smolika. Współpracował z Husky przy singlu "Iskrzy Iskrzy", a jego kawałki znalazły się na składankach Radia BIS "Od czapy zestaw" oraz Trójki "3maj z nami - Piotr Stelmach prezentuje". Szymon był również wspolkompozytorem pierwszego singlowego utworu Moniki Brodki "Znam cię na pamięć" oraz producentem nadchodzącej płyty solowej Mietalla Walusia - wokalisty zespołu Negatyw.

Recenzje:



Szymon "Stealpot" Folwarczny to artysta nieprzyzwoicie młody i nieprzeciętnie utalentowany. Z jazzu, elektroniki, hip-hopu i wielu innych składników lepi muzykę sugestywną, plastyczną, wręcz... kinową. Prędzej czy później ktoś mu zaproponuje skomponowanie sound-tracku. Porównania do The Cinematic Orchestra czy Kaada nasuwają się więc same, ale Stealpot jest od nich bardziej pogodny i nie boi się ani rozmachu, ani chwytliwych melodii. Słowa uznania należą się też zaangażowanym przez niego wokalistkom, szczególnie Annie Ruttar, która folkowy żar łączy z jazzowym warsztatem. Także dzięki niej od takich piosenek jak "Na południe/Viaje Al Sur" i "Tiho i Lako" trudno się uwolnić.    Jarek Szubrycht / Film

***

Stealpot is one nifty fellow from Poland with a slowly seductive blend of downtempo quirks and full on orchestral jazz arrangement. He works with several guest musicians shuffling in and out of his arrangements, not unlike a cold European Thievery Corporation, if they were only one guy. Plenty of the usual indicators occur: breathy female vocals (with occasional dubbed out whispers!), horns alone in the sonic distance or blasting funk explosions to a laid back but still hip hop beat, spacey keyboards. Surprisingly, they all work again, in a way that proves more distinctive upon repeat listenings. This is not the generic haze that Zero 7 has fallen into, but rather Stealpot's unique and intoxicating variation on a veneer that has grown expectable. To mistake a recognition of the general feel, that of, I don't know, an impossibly fashionable opium soaked lounge, for a lack of quality would be foolish.

Indian Salon, as a title, is not particularly promising. For a downtempo release, it feels like one of those listless 90s Prince titles like NewPowerSoul. While Prince failed to be particularly new, powerful, or soulful, Stealpot does a rather fine version of imagining, through sound, his own Indian Salon, and it's an exciting place to be (in a laidback way). Subtle touches emerge in a mix that sounds like lackadaisical jazz at low volumes, aided immensely by the tasteful accompaniment of a string quartet throughout (this is cold weather Europe, after all). Finding Perfect Love, in particular, is an epic of languid, bittersweet emotion, impeccably arranged.

Chanteuse Anna Ruttar adds a velvet touch to tracks such as Bassen and On Time. She's not on par with Massive Attack's glamour vocalists from the '90s (Stealpot exists on the good side of that post-Massive area that explores the pleasurable and smooth aspects of their sound but avoids the sparse, menacing and scintillating), but she is certainly ready to battle "girl in Morcheeba" any day. Rhythms that seem obligatory turn out to percolate in detailed, pleasurable ways. The cold Europe beat sense is there, but sublimely buried (Step Into Another Reality pulses with that Motorik derived clickity clack throughout), as are tons of organic instrumental idiosyncracies that never leave the pocket (and their dub tweaks). Not conspicuous at first, Indian Salon creates an enticing environment to, yes, chill out to, or vigorously engage. In an electronic genre more fixated on proven album acts than usual, Stealpot proves a refreshing discovery for the downtempo connoisseur. George Booker / www.noripcord.com 

***

W kraju Dody Elektrody i Michała Wiśniewskiego pojawił się w końcu artysta, który jednocześnie potrafi połączyć to, co komercyjne, z tym, co ambitne. Stealpot - ten chłopak będzie kiedyś wielki.

Zadebiutował przed dwoma laty i od razu z wielkim hukiem. Po wystrzałowym solowym krążku "Mass Mess.AGE" młody chłopak z Katowic - Szymon "Stealpot" Folwarczny - stał się pupilkiem pismaków. Mianowano go drugim Molvaerem, polskim DJ Krushem itd., itp. Oczywiście bardzo niesłusznie.
Stealpot nowicjuszem nie jest. Jeszcze przed nagraniem debiutanckiej płyty współtworzył Drift - duet sięgający korzeniami demosceny. Pod jego banderą współpracował m. in. z Husky czy Noviką. Po drodze napisał dwie piosenki dla Moniki Brodki (w tym singel "Znam Cię na pamięć"), zetknął się z Agressivą 69 i wyprodukował solowy album Mietalla Walusia (wokalisty Negatywu), który też niebawem będzie miał swoją premierę.
O ile jednak przy pierwszym krążku potraktowano Stealpota (wtedy jeszcze 19-latka) łagodnie, ogłaszając najciekawszym młodym talentem polskiej sceny muzyki elektronicznej, o tyle teraz nie mógł liczyć na żadną taryfę ulgową. Nie ukrywajmy - trochę się zestarzał, a po drugie, nie jest łatwo powtórzyć sukcesu świetnego debiutu. Stealpotowi i to się jednak udało.
 
"Indian Salon" to z jednej strony kontynuacja elektronicznych brzmień z pierwszego albumu, ale też bardziej piosenkowe i bardziej naturalne oblicze młodego artysty. Krążek od razu uderza masą dźwięków, ale jednocześnie wszystko jest tutaj strasznie inteligentnie zaaranżowane. Elektroniczne dźwięki zderzają się z żywymi instrumentami - trąbka, organy czy smyczki z komputerowymi bitami, samplami, loopami. Na "Indian Salon" hiphopowe bity i z lekka breakbitowe dźwięki (świetny "Na południe/Viaje al sur") szybko napotykają kontrapunkt w postaci uroczych  miniaturek (eteryczny "Step Into Another Reality") czy przebojowych melodii ("Bassen"). Wszystko to okraszone jazzową trąbką daje bardzo klimatyczną mieszankę.

Warto zwrócić uwagę na Stealpota. Zwłaszcza w kraju, w którym świetni producenci wciąż są traktowani jak artyści drugiej kategorii. Nie mam nic przeciwko, żeby takich płyt powstawało w Polsce odrobinę więcej. www.kulturaonline.pl   /  Mariusz Wiatrak

***

Pierwszy album Stealpota, wydany w 2005 r. „Mass Mess.Age”, miał ambicje namieszać w dość skromnym polskim światku tzw. nowych brzmień. Regularnie pojawiające się ciepłe komentarze przyrównujące Szymona Folwarcznego, dowodzącego projektem, do tuzów nu-jazzowych klimatów, gdzie nazwiska Nilsa Pettera Molvaera pojawiały się obok Toshinori Kondo czy Nicholasa Paytona, niezdrowo pobudzały wyobraźnię. Ktoś wychwycił inspiracje Boards Of Canada, ktoś inny nawet, a jakże, podrzucił Milesa Davisa. Z jednej strony to zrozumiałe (Szymon jest trębaczem), z drugiej trochę niesprawiedliwe - sam młody, a wtedy jeszcze nastoletni, artysta skromnie odżegnywał się od czytelnych nawiązań, twierdząc, że żadnego z wymienionych twórców nie zna na tyle, by się na nim bezpośrednio wzorować. Pewne jest natomiast, że idea wykorzystania inteligentnego samplingu z domieszką jazzu na debiucie była na tyle ciekawa i świeża, by móc rozpatrywać Stealpota w kategorii nowej, nu-jazzowej nadziei. Ciekawym posunięciem było również zainwestowanie przez wydawcę - Vivo Records - w rynki zagraniczne, co zaowocowało nad wyraz dobrą sprzedażą na przykład w dalekiej Japonii.

Jeśli jednak „Mass Mess.Age” był brzmieniowo ograniczony, na drugiej płycie Szymon postanowił dać upust swojej ambicji i znacznie namieszać. Postawił przede wszystkim na urozmaicenie. Bazą nie jest więc sama elektronika, ale jej zestawienie z żywym instrumentarium - trąbką, organami Hammonda, fletem, kontrabasem, gitarami oraz perkusją. Również wiele innych udziwnionych dźwięków, stanowiących subtelne tło, zostało nagranych na żywo i tylko lekko zmodyfikowanych elektronicznie. Na płycie obecny jest także kwartet smyczkowy, co dodatkowo wpływa na zróżnicowany charakter materiału. Generalnie jednak umiar został zachowany - całość brzmi klarownie, przystępnie i bardzo piosenkowo (na co bezsprzecznie wpływa udział wokalny pań - Anny Ruttar, Kasandry Adebowale i Junko Nashimury, które śpiewają m.in. w języku japońskim i chorwackim). Wadą dla natrętnie poszukujących może być brak odrobiny szaleństwa (szczególnie w partiach trąbki, które zdaje się ciągle podporządkowywać jednej schematycznej, statecznej regule), co przy niekrótkim przecież czasie trwania poszczególnych utworów, sprzyja minimalizowaniu napięcia, które i bez tego zdaje się być mocno stonowane. Jednakże Stealpot to nie 100nka czy Pink Freud, konwencja improwizacji jest tu - z zachowaniem odpowiednich proporcji - bliższa jazzowemu mainstreamowi. Króluje połączenie marzycielskiego, przestrzennego, refleksyjnego electro-popu (echa Loco Star czy Silver Rocket) z wysmakowanym jazzem, elementami dubu, downtempo i trip-hopu (vide projekty oficyny Moon Label).

Kontynuacja zapoczątkowanej na debiucie estetyki nu-jazzowej, w jaką wpisuje się muzykę Folwarcznego, została tu nieco zmodyfikowana, i choć pojęcie to jest mocno umowne, a jego części składowe stanowią dość pojemny przekrój pojęciowy, to sam zainteresowany nie kwestionuje przypisywanych mu ról. Czy - jak niektórzy by chcieli - stricte jazzowy, mocno improwizowany charakter zostanie przez niego rozwinięty w przyszłości, przekonamy się za jakiś czas. Sam Szymon wspomina, że blisko mu do brzmienia Tomasza Stańki z ostatnich płyt z Simple Acoustic Trio. Produkcyjnie i aranżacyjnie wysmakowanego do granic przyzwoitości, podobnie jak ostatnie, niemal popowe projekty Leszka Możdżera. Jeśli więc uznać, że ten improwizacyjny wątek ujawnia się w pewnym umownym stopniu w muzyce Stealpota, to proponuję zacząć przygodę z jazzem właśnie od niego. A potem przyjdzie czas na Freddiego Hubbarda i Dona Cherry'ego. Tomasz Łuczak  / www.screenagers.pl

***

To drugi album projektu Stealpot, za którym stoi katowiczanin Szymon Folwarczny. Rzecz bez precedensu na polskim rynku niezależnym, Szymon bowiem stara się przywrócić dobre imię nu-jazzowi, podczas gdy inni koligacą go z brzmieniami bliskimi stylistyce house, banalizując całą formułę. Folwarczny mocno uderza w nostalgiczną nutę, lecz bez popadania w smętną melancholię. Dużo w muzyce Stealpota ambientowych, filmowych przestrzeni, cudnych kobiecych głosów i baterii żywych instrumentów. Trąbka, organy Hammonda, preparowany fortepian, flety, bas, gitara. To wszystko wspomagane samplami i skreczami. Muzyka, mimo że lekka i przyjemna, potrafi przenieść w inny wymiar. Nie zalatuje „cool” estetyką, lecz dzięki zwiewności i marzycielskiemu klimatowi po prostu obezwładnia. Ogromna w tym zasługa Szymona i onirycznych partii trąbki, której brzmienie ulatuje w bezkres. Bezwzględnie mój kandydat do płyty roku 2007.
Robert  Moczydłowski / www.clubber.pl

***

Nie wiem skąd pomysł na tytuł, ale ta muzyka naprawdę jest jak indyjski salon - egzotyczna i elegancka zarazem. Poważny kandydat do polskiej płyty roku.
Szymon "Stealpot" Folwarczny to zdolny młody człowiek. Wydaniu jego debiutanckiej płyty "Mass Mess.AGE" towarzyszył więc chór zachwytów, cmoków i mlasków, który musiał być dlań równie miły, co deprymujący. Bo jak sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom? Jak przesadzić poprzeczkę osadzoną tak wysoko? Jak udowodnić, że komplementy były zasłużone? Teoretycznie przepis na drugą płytę był prosty - zrobić wszystko tak samo, tylko dużo lepiej. "Indian Salon" to zastosowanie tej teorii w praktyce.
Choć Stealpot jest projektem wywodzącym się z jazzu i ambitnej elektroniki, na szczęście nie ma nic wspólnego z artystowskim hermetyzmem. Przeciwnie, chętnie flirtuje z mainstreamem, zapuszczając się nawet w rejony bliskie hiphopowej operetce Outkast z jednej i przepychowi hollywoodzkich soundtracków z drugiej strony. Bo choć to muzyka spokojna i przyjemna w odbiorze, formalnie jest bardzo bogata. Pod prostymi, leniwie snującymi się melodiami pulsuje życie - swingujące pianino, filmowo łkający kwartet smyczkowy, nieśmiałe elektroniczne ozdobniki i skrecze oraz spajająca to wszystko w jedną całość, nieco davisowska trąbka Folwarcznego. Nie wolno też zapomnieć o świetnych wokalistkach, ze szczególnym wskazaniem na Annę Ruttar, która śpiewa mocno, pewnie i bez maniery, co wśród polskich wokalistek zajmujących się jazzem i okolicami nader rzadko się zdarza.
Od biedy dałoby się z "Indian Salon" wykroić nawet ze dwa single (ze szczególnym wskazaniem na "Tiho i Lako", gdyby go okroić z tego zgrzytliwego wstępu), które poradziłyby sobie w radiu i na niejednej liście przebojów. Tylko po co to robić? Po co pozbawiać się przyjemności towarzyszącej zanurzeniu się w tej muzyce po uszy? Jarek Szubrycht /www.muzyka.onet.pl


Wydany dwa lata temu debiutancki album dziewiętnastoletniego wówczas Szymona Folwarcznego z Katowic - "Mass.Mess.Age" - był muzyczną sensacją. Pierwszym autentycznie oryginalnym dziełem polskiego nu jazzu obwołały go nie tylko specjalistyczne portale internetowe, ale i wysokonakładowe tygodniki. Młody twórca przygotował nowy album, będący świadectwem zaskakującego rozwoju jego talentu. O ile "Mass.Mess.Age" zachwycało inteligentnym połączeniem nowoczesnej elektroniki z jazzową tradycją, to "Indian Salon" porywa słuchacza rozmachem produkcji i bogactwem brzmień. Folwarczny, nie rezygnując z typowych dla siebie partii davisowskiej trąbki i połamanych bitów, wzbogacił je o dźwięki kwartetu smyczkowego, fortepianu, organów, gitary, fletu, basu i perkusji. W nagraniach z płyty słychać troje wokalistów śpiewających po polsku, chorwacku i japońsku. Wszystko to układa się w wielobarwną mozaikę różnorodnych dźwięków, łączących w jedną całość jazz, soul, funk, dub, trip hop i chill out. Mimo niemal orkiestrowego przepychu w kompozycjach Folwarcznego nie giną melodie - najczęściej mają one soundtrackowy charakter, podkreślany zarówno przez eteryczne wokalizy, jak i filmowe instrumentacje.
Paweł Gzyl / Dziennik Polski www.dziennik.krakow.pl

***

Zadebiutował dwa lata temu albumem “Mass
Mess.Age”. Mowa o 19 letnim (wtedy) katowiczaninie
Szymonie Folwarcznym, ukrywającym
się pod nazwą Stealpot. Stealpot to on. Na
tym, jak i na poprzednim albumie odpowiedzialny
był za prawie wszystko (prócz towarzyszących
mu damskich wokali – na „Indian
Salon” należących do trzech pań, które raczą
nas swoją przepiękną barwą śpiewając aż
w czterech językach: po polsku, chorwacku,
angielsku i japońsku). Na swoich barkach unosi
- począwszy od grania na umieszczonych tutaj
instrumentach (trąbki, klawisze, organy
Hammonda, elektronika), po nagrywanie i bawienie
się tymi melodiami (bity, loopy, sample)
- po produkcję włącznie. Styl, który ów młodzieniec
uprawia klasyfikowany jest szeroko
jako nu-jazz, z naleciałościami world music.
Nie zabraknie tutaj także zaprószeń klimatycznych
z takich szufladek gatunkowych jak:
trip hop, downtempo, czy dub. Podróż po baśniowej,
pełnej magii krainie, pełnej mitycznych
dźwięków – hipnotyzujących zabłąkanych
podróżnych. Bardzo melodyjne – dobrze się
tego słucha i dobrze się przy tym odpoczywa
– prawdziwe zjawisko.
Łukasz Dolata / www.maxmagazine.pl  

***

Multi-instrumentalist Szymon “Stealpot” Folwarczny takes on a grander scheme on his second record.  Playing everything from trumpet [and lots of it too], Hammond organ, Rhodes piano, programming, samples and electronic instruments, he creates music that is freely flowing,
slowly developing and ultimately rewarding.  Ton of musicians make an appearance on the record too.  From vocalist Anna Ruttar, Kasandra Adebowale and Junko Nashimura(Mondialito), flautist Gosia Warszawska, violinists Wadim  Zarych and Agnieszka Miczka, guitarist Jaszczur and countless others,  the album has a warm tranquility of an orchestral piece.  Kassandra  Adebowale’s vocals are especially graceful on the freely flowing “Silence of Nowhere”, while  Anna Ruttar’s voice is equally tender [though comes with a bigger  punch] surrounded by a quarry of electronics and trumpet on “Tiho i  Laho”. Vocals are sang in four languages – Polish, Croatian, English and Japanese.  Much of the music has roots firmly based in jazz – Stealpot’s insistence on raising the trumpets in just about every single piece [blasting  motifs too] – while it retains an authentic quality of world music that is rare to hear in most productions.  Percussive groove riding courtesy of Piotr Czyja amazes and delights.  Each piece is wrapped in a blanket of serenity that rears an ugly head.  With violins that remind of middle eastern melodies, and vocals that are as chilling as they are demanding, Stealpot does a great job at bringing all disparate elements together.  Whether you want to hear another quasi-jazz, chill-out record or not is indifferent.  Give “Indian Salon” a chance at least and see how quickly your ears will follow you along for a ride. Tom Sekowski / GAZ-ETA

***

Finally this 2007 is becoming something quite interesting on this side of the Vistula (Wisla) river. After six months of releases that did not surprise that much, when compared to last year's offer, this Summer has arrived with some of the most interesting releases we might see this year. Rock, pop and especially electronic music are making the wonders to all those listening to the new sounds of Poland. If not, just have a look at new releases by Apteka, Kasia Nosowska, Digit-All-Love, Mr. S and Stealpot, with its second album Indian Salon, released on Vivo records. Szymon 'Stealpot' Folwarczny released his debut album back in 2005. By that time, Mass Mess.Age caught everyone by surprise. An unknown young artist, hailing from Katowice, had just released one of the freshest albums of the year. By then the album gathered several good reviews and made it to countries such as Germany, England or Japan. This year young Szymon is back with the always difficult second album. After the debut Mass Mess.Age expectations were high for his next chapter. Indian Salon has just arrived and not only it stands up to our expectations, it is a big step forth towards its predecessor. For this release Szymon brought together, again, Kasandra Adebowale, on vocals, and Gosia Warszawska, on flute, two artists that collaborated with him on his debut album. Anna Ruttar, on vocals, Junko Nashimura, from the French/Japanese band Mondialito, Damir Radic, Piotr Czyja, Jaszczur and many others joined this second adventure. All together, they brought a brand new sound to Stealpot. The music now is full of life, rhythm and energy. There's space for electronic pop, nu-jazz and downtempo. The instruments sound so real. Well, they're real now. Percussion, bass, double-bass, hammond organ, rhodes, piano, guitar, a string quartet with two violins, a viola and a cello, and trumpet. All these take part on Indian Salon. The album opens with On Time, a track that breathes low-fi and calm jazzy textures. Anna keeps this her vocals running smoothly under the trumpet radar. One of my favourites. Going through these 12 tracks is like embarking on a trip all around the world. The tunes and melodies sound as coming from everywhere but Poland. The fact that the album is sung in four different languages (Polish, English, Croatian and Japanese) also gives a little hand. Among these songs, there's space for some instrumental tracks, especially for Jazzcore in The Rock Opera, a great music exercise where percussion, trumpet, bass and guitar all get together in a true sound jam. Highly recommended. Worth mentioning the highly seductive Step Into Another Reality, the spacey Indian Salon and the delicate oriental pearl Kimi Na Oto, with Junko whispering, softly, so many words, in so many different colours and shapes. Ladies and gentlemen, welcome Indian Salon, Music@PL.PT's favourite album for this 2007 so far, and our album of the week. Music @ P L.PT

***

Dwa lata temu, sumptem niezależnego wydawnictwa VIVO Records na polskim rynku ukazał się album "Mass Mess.Age". Był to debiut 19-letniego katowiczanina Szymona Folwarcznego, który ów album stworzył właściwie od podstaw bawiąc się jak i w wykrzesywanie dźwięków (trąbki, klawisze, organy Hammonda, elektronika), nagrywanie i bawienie się tymi melodiami (bity, loopy, sample), po produkcję włącznie. Powstało coś zadziwiającego. Krytyka pod wrażeniem - w oczekiwaniu na więcej. To więcej nazywa się "Indian Salon" i jest jeszcze lepsze, piękniejsze. Chłopak w muzykę bawił się od dwunastego roku życia i to naprawdę słychać. Najogólniej jego styl można określić mianem nu-jazzu, ale z naleciałościami world music (chociażby w warstwie wokalnej gdzie spotykamy się z zaśpiewem aż w czterech językach - po polsku, chorwacku, angielsku i japońsku – wszystko w wykonaniu pań, trzech, których natura naprawdę godnie obdarowała jeśli chodzi o barwę), jest tu także szczypta trip hopu, downtempo, dubu - generalnie klimat. Charakterystyczne krótkie dźwięki, wybijające się ponad inne instrumenty tworzące odpowiedni background, tworzą niepowtarzalny posmak baśniowości. Wielki EMOŁSZON. Gdzieś zabłądziła tutaj jakaś trąbka (normalnie jak u Tomasza S.), jakaś perkusja, bas, flet, trąbka, kontrabas, fortepian, rhodesa, organy Hammonda, skrecze i kwartet smyczkowy...uff. Bogate, bardzo, przepiękne, bardzo, chce się słuchać i słuchać, po prostu "jazz mym bogiem”. Atmosfera wyprawy, takiej na skutek "dzikości serca” w stronę ("Na południe”), gdzie dzięki "tysiąca i jednej” tam "cisza we mnie cichnie, we mnie...”. Polecam!!. Łukasz Dolata / www.cgm.pl

***

Pamiętacie "Mass MessAge" sprzed kilku lat? Pisane wówczas słowa zachwytu nad debiutem Szymona Folwarcznego nie okazały się daremnymi. Jego drugi album potwierdza w stu procentach muzyczny talent tego młodego artysty. Tym razem, w pracach nad realizacją płyty wzięła udział spora grupa zaproszonych gości - jest m.in. Wojtek Traczyk, Anna Ruttar, Madage & Schwanz, Junko Nashimura oraz kwartet smyczkowy. Dzięki ich udziałowi, muzyka Stealpot stała się jeszcze bogatsza pod względem brzmienia, bardziej żywa, klimatyczna i wielowymiarowa. Do tego nagrana z pomysłem i energią, pozwalając w najlepszych momentach na płycie odczuć, jakbyśmy siedzieli w samym środku sali, w której odbywa się właśnie porywający koncert (jak w rewelacyjnym "Jazzcore in the Rock Opera"). Z całym zastępem różnorodnych instrumentów - od trąbki, przez organy hammonda, gramofony, gitary i elektroniczne zabawki - Folwarczny z zaproszonymi gośćmi odbywa nowy rozdział swojej jazzowej podróży - tym razem mniej "nu", a bardziej "avant". I nawet jeśli wokalne elementy psują niekiedy atmosferę całości ("Tiho i Lako"), "Indian Salon" nie pozwala słuchaczowi się nudzić. Wciąga i urzeka. Robi wrażenie. Tomek D. / www.popupmagazine.pl 

 ***

Jeśli zmieszamy jazz, improwizację, ambitny pop, trip-hop, masę instrumentalnej muzyki i przyjemny dla ucha wokal, wyjdzie nam niezła płyta. Jeśli do tego dorzucimy jeszcze ciekawe aranżacje i koncept dla żywego instrumentarium oraz nieprzeciętny talent osoby koordynującej to wszystko – otrzymamy nową płytę Stealpota. „Indian Salon” dowodzi, że wyróżnienia i pochwały jakie Szymon Folwarczny zebrał po swoim debiucie nie były bez pokrycia i rzucone na wiatr. Ten człowiek po prostu umie nagrywać dobre płyty. Po prostu.

Wydawca jednym tchem wymienia środki, przy pomocy których Stealpot zbudował swój drugi krążek: trąbka, organy Hammonda, kwartet smyczkowy, flety, gramofony, żywa perkusja, kontrabas, gitary i elektronika. Do tego wokale w języku polskim, angielskim, japońskim i chorwackim (a szczególnie ten ostatni brzmi porażająco dobrze). Ta wyjątkowa różnorodność stapia się w jednolite brzmienie całości i równy – wysoki – poziom kompozytorski przez cały album. Folwarczny balansuje na granicy improwizacji free jazzowych i równie spontanicznych hałasów, konkretnych przydźwięków, industrialnej otoczki i – jednocześnie – sporej melodyjności i harmonii. Wszystko nacechowane klimatem, na ogół, melancholijnym, a z całą pewnością refleksyjnym. Partie poszczególnych instrumentów mają wytyczone wewnętrzne granice, ale – może i paradoksalnie – w ich muzyce słychać niezwykłą przestrzenność. Szczególnie w przypadku trąbki, która ma tu rolę prominentną – nic dziwnego, w końcu to główny instrument Szymona. Elektronika elektroniką, jednak po raz kolejny przekonujemy się o słuszności tezy, że jeśli połączymy ją z realnym instrumentarium, możemy osiągnąć indywidualną, oryginalną jakość.

Stealpot nie broni się też przed coraz częstszą tendencją upiększania muzyki magicznym brzmieniem kwartetu smyczkowego, tej małej orkiestry z pełnym brzmieniem i równoczesnej solowej szczegółowości. Tu kwartet to miękki, harmoniczny dywan, na który opadają często dzikie akrobacje wspomnianej trąbki współgrającej z dynamiczną perkusją. Konstrukcja utworów Folwarcznego wygląda jak, nie przymierzając, letnia pogoda w Krakowie. Co chwila coś nowego, a jednak wszystko w końcu składa się na pełnowartościowy dzień z porankiem, południem i wieczorem.

W 2005 roku debiutancki album Stealpota otrzymał od naszych Czytelników tytuł płyty roku. „Indian Salon” przekonuje nas, że artysta otrzymał to trofeum jak najbardziej słusznie, w dodatku trzyma je z klasą równą twórcom, u których znakomite krążki nie są dziełem przypadku.  Kaśka Paluch / www.80bpm.net

***
Wydając dwa lata temu swój pierwszy solowy materiał Szymon Folwarczny zdobył sobie zarówno wielką sympatię i zainteresowanie, jak również zaszczytną, choć na dłuższą metę nieco krępującą etykietę "polskiego Molvaera". Skojarzenia te były w pewnym sensie uprawnione - krążek "Mass Mess.AGE" wypełniały dobrze wyprodukowane, nasiąknięte partiami trąbki elektroniczne kompozycje, w dziedzinie których faktycznie głównym punktem odniesienia może być norweski mistrz. Tymczasem na swej drugiej płycie Szymon rozpisuje role na nowo, elektronikę przesuwając na drugi plan. Z takimi właśnie aranżacjami czeka na nas "indyjski salon".

    W przeprowadzonym niedawno przez nas wywiadzie Szymon mówił: "stawiam bardziej na 'żywe' granie. Sampling, z którego chętnie korzystałem przy tworzeniu pierwszej płyty pozwala na osiągnięcie ciekawych rozwiązań muzycznych, jednak mimo wszystko ogranicza". "Indian Salon" jest oczywistym potwierdzeniem tych słów - więcej tu ciepła, ludzkich emocji, wokali, kojącej akustyki. Świetnie sprawdza się kwartet smyczkowy, nadający całości przyjemnego aromatu. Dobrze wypada żywa perkusja, umiejętnie budująca nastroje. Sam Folwarczny gra na trąbce bardzo oszczędnie, co może zastanawiać. Przyjęta przez artystę strategia zdaje się opierać nie tyle na budowaniu emocji, co tonowaniu ich, wygładzaniu. Ulubiony instrument Szymona jest tu aktorem pierwszoplanowym, choć nie do końca określonym - brakuje czasem jakiejś wyraźnej, może drapieżnej, dającej się zapamiętać partii solo. Jest za to więcej niż na debiucie piosenek - w tym znakomita, otwierająca płytę "On Time", dla której warto rozpoczynać ten album ciągle na nowo. Wyróżnia się też nagrany z japońską wokalistką kawałek "Kimi No Oto", wyciszający całość. Zarówno w przypadku piosenek, jak i instrumentalnych utworów Folwarczny błyszczy kompozytorską dojrzałością. Każdy z licznych, nagromadzonych na krążku dźwięków ma tu swoje miejsce - zarówno te pochodzące ze świata eksperymentu (kombinacje, przestery, trzaski), jak i akustyczne, zorientowane bardziej popowo. Ot dobrze napisany scenariusz.

    Być może w indyjskim salonie bywa zbyt łagodnie - mimo kilku większych szarpnięć płytę w większości wypełnia melancholijne downtempo. Taki jednak być musiał zamiar artysty, który z wielką pedanterią stworzył materiał doskonale sprawdzający się w wieczornych sytuacjach. Co więcej - doskonale również reklamujący polskie granie na Zachodzie - tam bowiem również będzie można nabyć "Indian Salon".
Krzysiek Stęplowski / www.nowamuzyka.pl

***



Stealpot, who is Polish musician Szymon Folwarczny, has produced a slick mix of smooth nu jazz, electronica and chill-out for his second release. The songs on "Indian Salon" are complex auditory explorations of both real and synthetic instrumentation. The addition of Anna Rutter and Kasandra Adebowale’s smooth vocals compliment that well. This disc is reminiscent of some of the old Buddha bar mixes and early Warp collections. I am not well versed on the electronic/jazz scene in Poland but the little information that I did find regarding the projects coming out of their scene is impressive. This is the area to watch regarding trance-hop, nu jazz and electronica with musicians like Stealpot, Bluehand and Paul Wirkus. Some artists like Wirkus, have been performing and producing works for over a decade. “Stealpot”, himself a multi-instrumentalist seems to most identify with his horn for this release although playing several instruments throughout. This is a smooth listen, worthy of a spot in heavy rotation. Stealpot takes his brand of jazz/electronic music and pushes himself further. He doesn’t get comfortable in any genre. He toys with and plays across many. Leave your glow sticks at home; “Indian Salon” is much too sophisticated for your average club kid. 8/10 -- Erica Rucker /  www.foxydigitalis.com



INFO
» o nas
» zasady zakupów
» kontakt
WYDAWNICTWA VIVO RECORDS
» MERZBOW - "HODOSAN CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Rapoon - "Obscure Objects of Desire CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Acid Mothers Temple & The Cosmic Inferno - "Hotter Than Inferno / Live in Sapporo 2008 CD"
- - - - - - - - - - - - -
» MERZBOW - "ARIJIGOKU CD"
- - - - - - - - - - - - -
» SATANICPORNOCULT SHOP - "TAKUSAN NO OHANASAN CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Zdzisław Piernik / Piotr Zabrodzki - "Namanga CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Sekkutsu Jean + Kawabata Makoto - "CD"
- - - - - - - - - - - - -
» MERZBOW - "HIGANBANA CD"
- - - - - - - - - - - - -
» TSURUBAMI - "TENRIN CD"
- - - - - - - - - - - - -
» KK NULL - " BaryoGenesis CD"
- - - - - - - - - - - - -
» DAMO SUZUKI - "The Fire of Heaven at the End of Universe CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Piotr Zabrodzki & Tatsuya Yoshida - "Karakany CD"
- - - - - - - - - - - - -
» VOLCANO THE BEAR - "Egg and Two Books CD "
- - - - - - - - - - - - -
» SATANICPORNOCULTSHOP - ".aiff SKULL EP CD "
- - - - - - - - - - - - -
» The Magic Carpathians & Lechistan's Electric Chair - "MIRRORS CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Musica Transonic - "XYOSFBIGKOU CD"
- - - - - - - - - - - - -
» RUINZHATOVA - "LIVEINSOMEWHERE CD"
- - - - - - - - - - - - -
» ACID MOTHERS GONG - "LIVE IN NAGOYA CD"
- - - - - - - - - - - - -
» SEIKAZOKU - "LIVE IN JAPAN CD"
- - - - - - - - - - - - -
» KAWABATA MAKOTO - "YOUR VOICE FROM THE MOON CD"
- - - - - - - - - - - - -
» Jarboe / Nic Le Ban - "Knight Of Swords / The Beggar 2CD"
- - - - - - - - - - - - -
» AMIR BAGHIRI - "GHAZAL CD"
- - - - - - - - - - - - -
» AURAL PLANET - "REWORKED CD"
- - - - - - - - - - - - -
» SCORN - "LIST OF TAKERS CD"
- - - - - - - - - - - - -
» SETI & Si_COMM - "PROBE CD"
- - - - - - - - - - - - -
» ZENIAL - "REWORKED CD"
- - - - - - - - - - - - -
» V/A - "NOWE:LE CD"
- - - - - - - - - - - - -
» BLACK FACTION - "REWORKED CD"
- - - - - - - - - - - - -
» AURAL PLANET - "5EX ENGINE CD"
- - - - - - - - - - - - -
» DIFFERENT STATE - "AZURE CD"
- - - - - - - - - - - - -
» QUARTER - "QUARTER CD"
- - - - - - - - - - - - -
WYDAWNICTWA SPIREA RECORDS
» NEMEZIS - "INBETWEEN CD"
- - - - - - - - - - - - -
» DEVA - "PAST PRESENT FUTURE CD "
- - - - - - - - - - - - -
» STEALPOT - "INDIAN SALON CD "
- - - - - - - - - - - - -